piątek, 23 września 2016

"Gliniarz" ("The Cop") [2011]

Po ponad roku ciszy wracam z kolejną recenzją. Tym razem będzie to film „Gliniarz” (ang. „The Guard”) z roku 2011. Obraz mało w Polsce znany, gdyż nie pojawił się w kinach, a trafił do dystrybucji DVD nakładem Monolith Films. Dowiedziałem się o nim na filmweb.pl, śledząc filmografię Brendana Gleesona („Troja”, „Braveheart”, „Harry Potter”), który w „Gliniarzu” gra główną rolę. Swoją kopię nabyłem poprzez stronę internetową saturn.pl i płyta dotarła do mnie
aż ze Szczecina. Nie żałuję tych kilku wydanych złotych. 

Patrol Gardai
(źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/5e/Irish_police_on_lunchbreak.jpg) 

Na samym początku chciałbym wyjaśnić pewną sprawę. Otóż, w Republice Irlandii nie ma policji. Wydaje się to dziwne, lecz jej funkcję pełni formacja o nazwie Garda Siochana, czyli Straż Pokoju. Nazwa formacji policyjnej wynika z pobudek ideologicznych. Wraz z powstaniem Wolnego Państwa Irlandzkiego (ang. Irish Free State), Irlandczycy postanowili pozmieniać wiele nazw angielskich na celtyckie. Stąd, prezydent, premier, parlament, a nawet wiele innych urzędów nosi nazwy inne niż angielskie. Lecz, język dawnych ciemiężycieli wciąż pozostaje oficjalną mową w Republice Irlandii. Angielska „Police” została „Gardą”. Na jednego policjanta mówi się „Garda”, a liczba mnoga to „Gardai”. Dlatego, tytułowy bohater na mundurze wyszyte ma irlandzkie słówko. A radiowozy
i komenda posiadają tablice w języku celtyckim. Nie jest to nic fikcyjnego. Więcej o wojnie
w Irlandii napisałem przy okazji recenzji „Wiatru buszującego wjęczmieniu”. Tam polecam zapoznać się z paroma informacjami. Ciekawostką będzie, że oba filmy łączy coś więcej niż miejsce akcji.
Brendan Gleeson jako sierżant Gerry Boyle
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/71/85/547185/253506.2.jpg) 

W okolicy Limerick (o czym wzmianka pojawia się w filmie) dochodzi do tajemniczego morderstwa. Gerry Boyle (Brendan Gleeson) to lokalny Garda o dosyć specyficznych metodach i gorzkim zachowaniu. W dniu znalezienia zwłok pojawia się w mieście nowy funkcjonariusz, a także przybywa agent FBI Wendell Everett (Don Cheadle). Amerykanin chce nawiązać współpracę
z Irlandczykami, ponieważ do Limerick przybywa szajka groźnych handlarzy narkotyków, złożona
z czterech osób. A raczej trzech, gdyż zwłoki ujawnione na początku, należały do jednego
z członków gangu. A wraz ze zniknięciem nowego Gardy zaczyna się cała intryga. Amerykanin sam nie daje rady, a Boyle mało się interesuje wszystkim. Oczywiście do momentu zaginięcia swego funkcjonariusza Aidana McBride’a (Rory Keenan), o którego dopytuje się jego żona z Chorwacji – Garbiela (Katarina Cas). Wtedy sytuacja nabiera innego znaczenia. Na dodatek następuje pogorszenie się stanu zdrowia matki Boyle’a (Fionnula Flanagan), a wieść o wspomnianych wcześniej handlarzach narkotyków dokonuje w nim przemiany.

Don Cheadle jako agent Wendell Everett
http://1.fwcdn.pl/ph/71/85/547185/253503.2.jpg

Wtedy Boyle zaczyna działać i pomaga Everettowi dorwać trzech przestępców, którzy
w międzyczasie przekupują lokalną Gardę. Zaczyna się robić ciekawie, tym bardziej, że głównych adwersarzy grają Liam Cunnigham i Mark Strong. Od tego momentu, jest metoda w szaleństwie.
Martin McDonagh, prywatnie brat Johna McDonagha, reżysera słynnego „Najpierw zwiedzaj, potem strzelaj” oraz „7 psychopatów”, Irlandczyk z pochodzenia, kręci filmy w podobnym stylu do krewnego. Cała uwaga koncentruje się na aktorach.

Brendan Gleeson („Troja”, „Braveheart”, „Harry Potter”) w roli głównej nawiązuje do „Najpierw zwiedzaj, potem strzelaj”, tzn. jego bohater jest złowieszczy, śmieszny, nic go nie interesuje.  Jest gorzki i nastawiony czasami na przyjemność. Przeciwieństwo jego bohatera ze wspomnianego filmu. Tu dochodzi do przemiany. Z niepozornego otyłego Gardy zmienia się w żądnego ofiar bohatera. Gleeson swoimi gagami, zachowaniem i sposobem mówienia kradnie show. Zasłużona nominacja do Złotego Globu (R).

Don Cheadle („Hotel Rwanda”, „Iron Man 3”, „Ocean’s 11”, „Traffic”) w roli agenta FBI, któremu jedynemu zależy na rozwiązaniu śledztwa. Stara się, ale Boyle się tym mało interesuje, a lokalna Garda również nie wykazuje pośpiechu. Pełen energii i niezrażony niepowodzeniami. Trafia np. do gaelickiego okręgu, gdzie nikt nie mówi po angielsku. Wykazuje chęć dorwania gangu, a po jakimś czasie znajduje pomoc Boyle’a.

Liam Cunnigham jako Francis Sheehy
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/71/85/547185/253512.2.jpg) 

Liam Cunningham („Wiatr buszujący w jęczmieniu”, „Gra o tron”) w roli herszta bandy Francisa Sheehy. Groźny, bezwzględny, ale i pocieszny. Jak cały film. Irlandczyk z krwi i kości, który dogryza Clive’owi Cornellowi z Anglii z powodu jego pochodzenia. Inny niż uwielbiany „Cebulowy rycerz”, ser Davos z „Gry o tron”. 

Mark Strong jako Clive Cornell
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/71/85/547185/253504_1.2.jpg)

Mark Strong („Sherlock Holmes”, „Robin Hood”, „Syriana”, „RocknRolla”, "Kick-Ass") kolejny raz w roli czarnego charakteru. Zły Anglik Clive Cornell w Irlandii, który denerwuje swoich kompanów. Bezwzględny i niezbyt czarujący. Dobra rola, lecz nie wyróżnia się na tle pozostałych. Strong pasuje do grania postaci negatywnych, ale to nie pokazał pełni swoich możliwości.

Fionnula Flanagan nie była mi wcześniej znana. Jednakowoż, dwa tygodnie wcześniej obejrzałem film pt. „Martwy farciarz” (ang. „Waking Ned Devine”) z 1998 r. W komediowej historii o  wygranej na loterii przez osobę zmarłą, pani Fionnula zagrała żonę jednego z głównych bohaterów.
Co ciekawe, „Martwy farciarz” jest filmem irlandzkim, nakręconym na … Wyspie Man. W roli matki tytułowego „Gliniarza” okazała cały swój talent komiczny.

Trzej bandyci 
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/71/85/547185/253511.2.jpg) 

Zdjęcia Larry’ego Smitha to kolejny plus filmu, ale zaraz za aktorstwem. Operator z filmów takich, jak „Oczy szeroko zamknięte”, czy „Kalwaria” pokazuje Irlandię w metalicznej poświacie. Kamera czasem jakby nie była stabilna, lecz to zamierzony efekt. Taki uprawdopodobnienie filmu, jak gdyby widz był na miejscu.

Irlandia gra rolę drugoplanową w „Gliniarzu”. Zielone pola, skaliste wybrzeża, pełna surowość. Czyste piękno. Tak określić można akcję wkomponowaną w niesamowite didaskalia. Operator uchwycił krajobraz Eire (Irlandia w języku gaelickim).

Brendan Gleeson w roli Gerry'ego Boyle'a z Irlandią w tle
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/71/85/547185/253525.2.jpg) 

Muzyka zespołu Calexico niestety nie ilustruje odpowiednio obrazu. Szkoda, wielka szkoda. Jestem trochę melomanem, stąd smuci mnie brak odpowiedniej ścieżki dźwiękowej.

Podsumowując, nakręcony małym kosztem, miejscami denerwujący ze względu na pewne braki scenariuszowe. „Gliniarz” mimo wszystko wart jest polecenia, tym bardziej, że o irlandzkim kinie mało się słyszy. Unikat na dużą skalę. Wybuchowa para, ale pozbawiona schematów, niczym „Zabójcza broń”. Przeciwieństwa się przyciągają i ma to zastosowanie w tym obrazie.

„Najpierw zwiedzaj, potem strzelaj”, „7 psychopatów” i „Gliniarz” stanowią ciekawą „trylogię” braci McDonagh. Doskonali aktorzy, niestandardowe historie, groza, ale pokazana w sposób groteskowy. Martin McDonagh postawił tutaj na relacje między głównymi bohaterami. Nieokiełznanym Irlandczyku i ułożonym Amerykaninie, który na dodatek jest czarny. Są sceny zabawne, ale
i straszne. Bracia McDonagh potrafią napisać czarne komedie, które choć popcorn erami nazwać ich nie można, to jednak zapamiętać je warto.

Szkoda tylko, że „Gliniarz” nie jest w Polsce filmem znanym. Cyniczny Brendan Gleeson, przestępcy, którzy rozprawiają o filozofii, a fabuła dotycząca poważnej sprawy, jaką są narkotyki, lecz z przymrużeniem oka. Na szczęście, Monolith wydał tenże film na DVD i tak na niego trafiłem, choć zareklamował mi go Filmweb.pl w rubryce o ciekawych obrazach, niepokazywanych w kinach, a szkoda.

Moja ocena: 8.5/10.


Plakat filmu
(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/71/85/547185/7435976.3.jpg)

sobota, 21 lutego 2015

"Święty" (1997)

Dziś, wracamy na Wyspy Brytyjskie. Choć nie tylko tam. Na "warsztat" idzie film Phila Noyce'a ("Czas patriotów", "Polowanie na króliki", "Salt") będący remakiem słynnego serialu z lat 60-tych i 70-tych. Ile wspólnego mają oba dzieła, czy też co je przede wszystkim różni, znajduje się poniżej. 
Najpierw, trochę informacji o pierwowzorze. 

Cztery dekady temu sir Roger Moore wcielił się w rolę Simona Templara, czyli "Świętego" (ang. "The Saint"). Był kimś na wzór prywatnego detektywa, który pomagał rozwiązywać zagadki kryminalne. Jednocześnie, w każdym odcinku mając romans z coraz to inną panią. Przystojny sir Roger w sile wieku, właśnie dzięki "Świętemu" został wybrany kolejnym Jamesem Bondem w miejsce sir Seana Connery'ego, po nieudanym eksperymencie z George'm Lazenby'm. Serial z lat 70-tych był hitem na BBC, który nadawano również w Polsce na TVP za czasów Edwarda Gierka. Cenzura nie znalazła tam nic przeciwko władzy ludowej, stąd widzowie nad Wisłą mogli śledzić losy przystojnego Simona Templara. Każdy odcinek poprzedzają charakterystyczne intro z animacją, gdzie przedstawiano głównego bohatera - "święty" miał nad sobą aureolę, po czym przechodziła ona do animacji. Całość ilustrowała charakterystyczna muzyka (https://www.youtube.com/watch?v=eFaIhXEt6hg). 

Val Kilmer jako Simon Templar, "Święty"
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/01/77/177/388896_1.2.jpg)

W latach 90-tych, Phil Noyce po sukcesach "Czasu patriotów" (1992) i "Stanu zagrożenia" (1994) dostał szansę nakręcenia kolejnego filmu sensacyjnego. Wybrał historię Simona Templara. Oczywiście z modyfikacjami, które moim zdaniem nie wyszły na dobre. 

Młody Simon (Adam Smith) uczy się i mieszka w internacie przyklasztornej szkoły w Anglii. Jest tam dyscyplina, modlitwy i nauczanie zgodnie z doktryną Kościoła Rzymskatolickiego. Razem z grupą dzieci postanawiają uciec z tegoż więzienia, a całość organizuje Simon właśnie. Ma nawet swoją miłość. Niestety, ukochana ginie, gdy zakonnice i księża próbują powstrzymać swoich podopiecznych, a to wydarzenie odciska piętno na głównym bohaterze. 

Po latach, dorosły już Simon (Val Kilmer) jest złodziejem dżentelmenem o tysiącu twarzy. Jednakże, każda z postaci nosi imię po jakimś świętym Kościoła Rzymskiego. Stąd pochodzi przydomek Templara. Pytany o imię podaje czym dana postać się zajmowała i dlaczego została kanonizowana. 

Za "Świętym" podąża inspektor Teal (Alun Armstrong) ze Scotland Yardu. Choć nie tylko on. Templar teraz chce wykraść nowoczesną technologię od ponętnej doktor fizyki Emmy Russell (Elizabeth Shue). Wykładowczyni Oksfordu chętnie wchodzi w romans z przystojnym złodziejem. Dopiero po jakimś czasie rozumie co się stało.

Elizabeth Shue jako dr Emma Russell
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/01/77/177/388894.2.jpg)

Templar wyjeżdża do Moskwy, gdzie zadanie to zlecił mu demoniczny Ivan Tretiak (Rade Serbedzija). Rosyjski oligarcha chce za pomocą skradzionej formuły obalić prezydenta Rosji Karpova (Yevgeni Lazarev), mając wsparcie wojska niechętnego upadkowi ZSRR. Simon Templar odkrywa zamiary biznesmena i ścigany przez wszystkich, w tym dr Russell wraca do Oksfordu.

W tym właśnie momencie zaczyna się cała sensacja. Simon Templar łączy siły z dr Emmą Russell, dążąc do powstrzymania zamachu stanu i powrotu ZSRR. Całe napięcie kumuluje się w Moskwie na placu Czerwonym. Tam też, rozwiązuje się cała akcja.

Scena przed napisami końcowymi, to ciekawy moment. Scotland Yard namierza Templara w przebraniu na wykładzie dr Russell na Oksfordzie, ale ten ucieka, myląc tropy. W radiu słychać głos. Należy on do ... sir Rogera Moore'a. Twórcy puścili oko do widzów, nawiązując do serialu. Podobnie wyglądało to z "Rewolwerem i melonikiem" (1998), gdzie słychać głos Patricka Macnee jako niewidzialnego człowieka w rozmowie z Ralphem Fiennesem. Obaj aktorzy wcielili się w rolę Johna Steeda - Macnee w latach 60-tych, Fiennes w filmie z 1998 r.

Alun Armstrong jako inspektor Teal
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/01/77/177/388874_1.2.jpg)

Tradycyjnie zacznę od aktorstwa. Val Kilmer ("Gorączka", "Top Gun", "Batman Forever", "Alexander") w roli tytułowej niestety odbiega od sir Rogera Moore'a. Amerykanin nie daje rady legendzie Brytyjczyka. Nie jest bardzo zły, stąd nie rozumiem nominacji do Złotej Maliny za najgorszego aktora, ale trzeba wiele poprawić. Szkoda, że tylko chałturzył nie wkładając uroku osobistego w swoją postać, jak czynił Moore. Z drugiej strony, był złodziejem nie detektywem.

Elizabeth Shue ("Karate Kid", "Powrót do przyszłości") zachowuje się jak prawdziwa wykładowczyni. Rozumuje na chłodno i z początku ma opory wobec Templara, ale z czasem postanawia mu pomóc, choć była na niego zła. Rutyna, nawet nie dobra robota.

Rade Serbedzija ("Oczy szeroko zamknięte", "Mission: Impossible 2", "Przekręt", "Spokojny Amerykanin", "Batman początek", "Harry Potter i Insygnia śmierci, cz. 1") jako demoniczny Ivan Tretiak. Serb w Hollywood, który gra role drugo- i trzecioplanowe, tym razem w głównej obsadzie. Zły oligarcha, który chce przejąć władzę w Rosji i przywrócić ZSRR ... brzmi na czasie, ale wtedy  (w 1997 r.) wszyscy się śmiali, że Hollywood nie rozumie świata. Moim zdaniem najlepszy aktor w obsadzie.
Rade Serbedzija jako Ivan Tretiak
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/01/77/177/388871.2.jpg)

Pozostałe role przypadły, wartemu do odnotowania Alunowi Armstrongowi ("Czas patriotów", "Van Helsing", "O jeden most za daleko"), czy sir Rogerowi Moore'owi. Jednak, stanowili oni tło dla wspomnianej wyżej trójki aktorów.

Technicznie, "Świętego" nakręcono bez zarzutu. Kwestia budżetu oraz wprawy Noyce'a zrobiły swoje, stąd ujęcia pościgów czy walk robią wrażenie. A oświetlenie Placu Czerwonego - warto zobaczyć!


Kolegium św. Marcina (St Martin's College) na Uniwersytecie w Oksfordzie
(ZDJĘCIE WŁASNE Z PRYWATNEJ KOLEKCJI AUTORA)

Zdjęcia wykonał Phil Meheux ("GoldenEye", "Casino Royale", "Maska Zorro", "Nieśmiertelny 2"), czyli spec od kina akcji. Brytyjczyk rozstawił kamery w odpowiedni sposób, także dbając o światło. Całość, ma taką metaliczną poświatę, co nadaje filmowi tajemniczości. Brawo! Te ujęcia Oksfordu i Moskwy zapadają w pamięć. Kampus uniwersytecki znam tam dość dobrze, więc poczułem się swojsko oglądając sceny tamże nagrane. Zwłaszcza Kolegium św. Marcina.

Reżyser filmu - Phil Noyce
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/01/77/177/388899.2.jpg)

Muzyka Graeme'a Revella, poza wykorzystaniem klasycznego motywu z serialu w nowej aranżacji, to głównie motyw miłosny. Nowozelandczyk znany ze skomponowania muzyki do "Sin City", "Od zmierzchu do świtu", "Tomb Raidera" czy "Kruka" nie ujawnia co prawda całego talentu, ale tworzy miłą dla ucha ścieżkę dźwiękową, jako idealną ilustrację dal całego obrazu,

Podsumowując, Phil Noyce stworzył rutynowe i schematyczne kino akcji. Zatrudnił znanych aktorów, puścił oko do widza, nawiązując w swoim remake'u do oryginału. Ale, zatracił ducha sympatyczności i pewnej naiwności pierwowzoru. Zmiana detektywa w złodzieja nie podoba mi się osobiście. "Święty" jest święty naprawdę, a nie ze ze względu na swoje pseudonimy.
Jeśli chce się obejrzeć lekką sensację na piątkowy wieczór, "Święty" idealnie się na tę okazję nadaje.

Moja ocena: 6.0/10. 
(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/01/77/177/6921105.2.jpg)

wtorek, 6 stycznia 2015

"Hobbit: Bitwa Pięciu Armii"

Po powrocie z podróży świąteczno-noworocznej. Przez góry, śniegi i jeziora. Gdy noc zapadała, a droga wzywała ... miałem chwilę czasu na zajście do kina i seans, długo oczekiwanego obrazu. Czyli "Bitwy Pięciu Armii" (ang. "Hobbit: The Battle of Five Armies") właśnie. Mam mieszane uczucia, ale i pewien smutek w sercu. Jednak, to zostawiam na sam koniec. 

Grudzień 2014 roku, ostatnie spotkanie ze Śródziemiem w kinie ... "Bitwa Pięciu Armii" zaczyna się w miejscu, gdzie kończyło się "Pustkowie Smauga". Rozwścieczony smok (głos i ruchy Benedicta Cumberbatcha) rusza na Miasto na Jeziorze, czyli Esgaroth. Część krasnoludów z Thorinem (Richard Armitage)  oraz Bilbo Baggins (Martin Freeman) pozostaje w Ereborze. Kilku z braci przebywa w Mieście w towarzystwie elfickiej wojowniczki Taurieli (Evangeline Lilly). Bard (Luke Evans) przebywając w lochu na rozkaz władcy (Stephen Fry) widzi zniszczenia dokonywane przez Smauga. 

Bard (Luke Evans) i Legolas (Orlando Bloom)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/22/42/662242/532841_1.2.jpg)

Szczęśliwym trafem ucieka z celi i próbuje strącić gada. Jego syn zamiast uciekać wręcza ojcu bełt, taki sam, który kiedyś wybił jedną z łusek smoka. Bard w dramatyczny sposób wystrzeliwuje tenże nabój, dosięgając Smauga w miejsce nieosłonięte łuską. W konwulsjach, gad spada na ... łódkę uciekającego ze złotem władcy Esgaroth.

Richard Armitage jako Thorin
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/22/42/662242/542379_1.1.jpg)

Krasnoludy widzą zniszczenia, ale i śmierć potwora. Pozwala im na zajęcie Ereboru wraz z całym złotem, przez które Thorin wariuje. Arcyklejnot, którego pożąda ma Bilbo. Udział w skarbie chcą mieć ludzi, przewodzeni przez Barda, elfowie z królem Thranduilem (Lee Pace) i księciem Legolasem (Orlando Bloom) na czele. A ze wschodu naciągają orkowie pod wodzą Azoga (Manu Bennett) oraz Bolga (Lawrence Makoare).

Martin Freeman jako Bilbo Baggins
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/22/42/662242/542381_1.1.jpg)

Bitwa Pięciu Armii się zbliża. Uwięzionego Gandalfa (sir Ian McKellen) ratują Galadriela (Cate Blanchett), Elrond (Hugo Weaving), Saruman (sir Christopher Lee) oraz Radagast (Sylvester McCoy), widząc powrót Saurona (głos Benedicta Cumberbatcha). Zło wróciło na Wschód ... jedynie Saruman odradza pościgu. Stąd wiadomo co stanie się w "Drużynie Pierścienia".

sir Ian McKellen jako Gandalf
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/22/42/662242/543678_1.1.jpg)

A orkowie dalej idą na Erebor ... Gandalf po wyzdrowieniu jedzie załagodzić spór krasnoludów z ludźmi i elfami. A jednocześnie wspomóc w walce ze Złem. Nadchodzi bitwa ...

Pięć Armii ściera się pod Ereborem. Dobro zaczyna przegrywać pod naciskiem licznych sił orków, goblinów, wargów itd., a Thorin ma rachunki do wyrównania z Azogiem. Bitwa trwa. Kiedy nadzieja jest stracona, pojawia się wsparcie, czyli Orły i Beorn.
Smaug niszczący Miasto
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/22/42/662242/532850.1.jpg)

Mimo strat, nawet wśród głównych bohaterów, udaje się doprowadzić misję do końca. Bilbo wraca do Shire, gdzie zamieszka na następne 60 lat. Do swoich 111 urodzin, gdy leciwego hobbita (sir Ian Holm) odwiedzi stary przyjaciel, czyli Gandalf, kończąc film w miejscu, gdzie rozpoczyna się "Drużyna Pierścienia".

Opis treści to nie jest spoiler. Dużo osób zna historię, a najpewniej domyśla się jej zakończenia. Ukazanie wielu sytuacji, czy samej bitwy pozostawiam do oceny własnej. Wszystko wygląda cudownie, ale to już było we "Władcy Pierścieni". Smutek zakończenia przygody ze Śródziemiem pozostaje.

Krasnoludzi
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/22/42/662242/543683_1.1.jpg)

Mimo wielkiego sentymentu, którym darzę dzieła Johna Ronalda Reuda Tolkiena, a także ekranizacje sir Petera Jacksona, mam pewne uwagi. Nie ma rzeczy idealnych. Miłość, to nie tylko szukanie wspólnych cech i pozytywów, ale pójście na ustępstwa i łagodzenie różnic. Nawet negatywnych.

Sir Peter Jackson stracił świeżość tworzenia z trylogii i pierwszej części "Hobbita". Ma swoje lata i nie ma sił na kręcenie dalszych części. Poza tym, syn samego J.R.R. Tolkiena, Christopher nie godzi się na dalsze ekranizacje. To prawo dziedzica. Mającego ponad 80 lat, ale człowieka, który "Silmarillon" opracował do końca po śmierci swojego ojca.

Cate Blanchett jako Galadriela
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/22/42/662242/542396_1.1.jpg)

Powtarzanie patosu, czy wprowadzanie nowych postaci nie wyszło na dobre opowieści. "Władca Pierścieni" to legenda. Mit, z którym trzeba było się mierzyć. To samo uniwersum, część tych samych postaci. Udało się styl kontynuować, ale to już nie zachwyca jak w 2003 r. Miło było wrócić do tamtych lat i czekać co rok na kolejny obraz. Raczej z sentymentem, niż zachwytem, ale zawsze.

Pomijam pewne śmieszne sceny, np. jeleń albo łoś bojowy podczas bitwy. Film pozytywnie mnie zaskoczył. Pewne plotki co do niektórych postaci nie sprawdziły się. Nowa Zelandia wciąż zachwyca. Ostatni już raz jako Śródziemie. Może i lepiej, gdyż trzeba wiedzieć, gdzie należy  skończyć, żeby nie zepsuć efektu.

Hugo Weaving jako Elrond i sir Peter Jackson, reżyser filmu na planie
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/22/42/662242/543685.1.jpg)

Aktorzy, to kontynuacja kilkuletniej pracy. Martin Freeman, sir Ian McKellen, Richard Armitage, James Nesbitt itd. Przed nimi warto chylić czoła. Krasnoludzi śmieszą, ale i pozytywnie nastrajają swoją wiernością i honorem w walce.

Nie chcę się powtarzać o stronie technicznej, gdyż wykonała ją ekipa od poprzednich części - operator Andrew Lesnie, kompozytor Howard Shore, scenarzyści sir Peter Jackson, jego żona Frances Walsh, Phillippa Boyens oraz Guillermo del Torro. Pewnie pojawią się nominacje do Oscara (R) w kategoriach technicznych.

Wyżej wspomniani twórcy zamknęli całą swoją pracę pięknym efektem, zwieńczonym bitwą. Ale i wzruszającą piosenkę "The Last Goodbye" Billego Boyda, czyli Pippina z "Władcy Pierścieni". Szkot w słowach o pożegnaniu mówi wszystkim "do widzenia, to już koniec" odysei filmowej, która zmieniła oblicze kina. W Nowej Zelandii i na świecie. Na zawsze. Teraz, zabrakło czegoś, jak przy "Powrocie Króla", lecz można to twórcom wybaczyć. Wszak, to jesienią 2001 r. wprowadzili Nas do świata Tolkiena przeniesionego na wielki ekran. I w grudniu 2014 r. na Naszych oczach go zamknęli.

Moja ocena: 8.0/10.

(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/22/42/662242/7662412.3.jpg)

niedziela, 21 grudnia 2014

"Troja"

Oczekiwania na "Hobbit: Bitwa Pięciu Armii" ciąg dalszy ... korzystając z okazji, a także na powiązania obu filmów, ze względu na Orlando Blooma, nie zapominając, że jeszcze nie opisałem niniejszego obrazu, zajmę się charakterystyką "Troi" Wolfganga Petersena. 

W roku 2003, kiedy sir Peter Jackson montował w zaciszu Wingnut Studio w Wellington "Powrót Króla", robiąc w lipcu dokrętki, Orlando Bloom przybył na nie z planu na Malcie, korzystając z chwili spokoju. "Troja" początkowo miała powstać na tej małej wysepce na Morzu Śródziemnym. Nawet nakręcono kilka ujęć ... jednakże w marcu 2003 r. wybuchła wojna w Zatoce Perskiej. Bliskość Iraku i wrogich USA państw, czyli Maghrebu Afryce Północnej, zmusiły producentów do zmiany Malty na Meksyk. Przeprowadzka podniosła budżet, ale i dała czas wolny aktorom. Stąd, Bloom miał możliwość wyjazdu do Nowej Zelandii. Czy "Troi" wyszło to na dobre? No, właśnie.

Diane Kruger jako Helena
(źródło: http://cdn2.movieroomreviews.com/sites/movieroomreviews.com/files/imagecache/full_size_image/photos/troy-movie-picture-77.jpg)

Niczym w eposie Homera, całość rozpoczyna się wyjazdem Parysa (Orlando Bloom) z Achai (Grecji). Towarzyszył mu w poselstwie brat, czyli Hektor (Eric Bana), a zostali wysłani tamże przez Priama (Peter O'Toole), króla Troi do króla Aten Agamemnona (Brian Cox). Parysowi spodobała się Helena (Diane Kruger), żona władcy Sparty Menelaosa (Brendan Gleeson), brata monarchy ateńskiego. Kobieta uciekła z młodszym, co nie spodobało się Hektorowi. A Priam zaakceptował.

Orlando Bloom jako Parys
(źródło: http://cdn2.movieroomreviews.com/sites/movieroomreviews.com/files/imagecache/full_size_image/photos/troy-movie-picture-36.jpg)

Rozpoczęła się wojna - Grecy zebrali swoje siły, pod przywództwem Agememnona. Jednak, brakowało im wielkiego wojownika - Achillesa (Brad Pitt). Krnąbrny człowiek nie chciał się nikogo słuchać, a miał dwie pasje - wojaczkę i kobiety. Agamemnon poprosił o pomoc króla Itaki - Odyseusza (Sean Bean). Achilles przez swą znajomość z Odyseuszem, bądź Odysem, zależnie jak odczytywać, zgodził się. Wziął ze sobą Patroklosa (Garrett Hedlund), bratanka.


Brad Pitt jako Achilles
(źródło: http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcT3PuPBupub0XwqQ6QasyluvF9w47avxqGIQQMrgwmyxpXjaXFz)

Rozpoczęła się wielka wyprawa na Troję. Miasto musiało się bronić przed atakiem. Agamemnon chciał zdobyć jego bogactwa, Menelaos odzyskać honor i żonę. Odys, wiernie służyć. W eposie całość trwała 10 lat, w filmie, kilka tygodni.

Oblężenie trwało. Hektor zabił Menelaosa w pojedynku oraz Patroklosa, co wywołało wściekłość Achillesa, mającego romans z Trojanką - Bryzeidą (Rose Byrne), jego branką.

Doszło wtedy do pojedynku dwóch wojowników wszech czasów - Achillesa i Hektora, który wygrał ten pierwszy, jednocześnie godząc się na przerwę w oblężeniu, wbrew woli Agamemnona, by Priam pochował syna. 

Pewnego dnia Achajowie zniknęli, a został po nich drewniany koń. Wbrew woli Parysa i doradców, Priam nakazał wprowadzić go do miasta. A tam, co można się było domyślić byli ukryci wrogowie. Zdobyli miasto, wpuszczając ukrytych Achajów w jednej z zatok. Achilles padł raniony w ścięgno, a Odyseusz został na sam koniec przywódcą, gdyż Agamemnon też zginął. Parys z Heleną uciekli.

Śp. Peter O'Toole jako Priam
(źródło: http://cdn3.movieroomreviews.com/sites/movieroomreviews.com/files/imagecache/full_size_image/photos/troy-movie-picture-27.jpg)

Pomijam już niezgodności z eposem Homera "Iliadą", gdyż nie ma to żadnego sensu. Luźne oparcie na dziele niewidomego poety, którego zapewne nie było, a sama opowieść też miała kilka przeobrażeń, zanim ją spisano. David Benioff, obecnie odpowiedzialny za sukces scenariusza serialu HBO "Gra o tron", napisał wariację, taką a'la Hollywood. Wielka gwiazda, znani aktorzy, rozmach. I tyle. Niestety ...
Brian Cox jako Agamemnon
(źródło: http://www.movpins.com/big/MV5BMTMyODU0NTEyOV5BMl5BanBnXkFtZTcwNjU5MTQyMw/still-of-brian-cox-in-troy-(2004)-large-picture.jpg) 

Diana Kruger ("Bękarty wojny", "Skarb narodów") jedynie ładnie wygląda. Niemiecka modelka nie pokazała talentu aktorskiego, co zrobiła potem u Tarantino w "Bękartach wojny". Podobno na planie bawiła się w karaoke, co wyszło jej lepiej.

Brad Pitt ("Siedem", "Podziemny krąg", "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona") też tylko był. Wielka gwiazda, która niczym się nie wyróżniła, ale przyciągnęła widzów. Szkoda, wielka szkoda.

Eric Bana ("Hulk", "Helikopter w ogniu"), dał radę w roli Hektora. Przywódca, wojownik, syn króla, który ginie w walce, a przez to nie widzi upadku swojego miasta. Aktorsko na plusie.


Sean Bean jako Odyseusz
(źródło: http://images5.fanpop.com/image/photos/31200000/Troy-sean-bean-31201035-1684-2560.jpg)

Orlando Bloom ("Władca Pierścieni", "Helikopter w ogniu", "Hobbit: Pustkowie Smauga"), wykorzystał umiejętność strzelania z łuku, nabytą w roli Legolasa. Pamiętam śmiechy w kinie, gdy Parys uczył się tego - ludzie koło mnie niemal krzyczeli: 'Ty to umiesz, Legolasie!". Potem, Bloom pokazał, że poza elfa i Willa Turnera z "Piratów z Karaibów" nie wyjdzie. Minus za grę.

Sean Bean ("Władca Pierścieni", "Equilibrium", "Czas patriotów", "Burzliwy poniedziałek", "GoldenEye") w roli Odyseusza wzbudza sympatię. Wesoły wojownik, który cieszy się posłuchem krnąbrnego Achillesa, władcy Aten oraz innych Achajów. Ale też walczy dzielnie w pierwszej linii. Na dodatek, postać grana przez Beana nie ginie!

Rose Byrne jako Bryzeida
(źródło: http://images2.fanpop.com/images/photos/6700000/Rose-in-Troy-rose-byrne-6770400-1200-789.jpg)

Brian Cox ("Braveheart", "X-Men 2", "Rob Roy", "Red") i Brendan Gleeson ("Braveheart", "Najpierw zwiedzaj, potem strzelaj") uzupełniają stawkę, podobnie jak Rose Byrne. Śp. Peter O'Toole ("Lawrence z Arabii") pojawia się na chwile, ale wzbudza współczucie. To był wielki aktor, stąd jego występ uznam za plus.

Technicznie, "Troja" jest wykonana poprawnie. Wielkie widowisko kostiumowe. Scenografie w Meksyku, efekty komputerowe. Nie dziwi to wszakże przy budżecie 185 mln USD.

Brendan Gleeson jako Menelaos
(źródło: http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSkMZ6kyv5UZxSOFkLLPRM12s2n0H_JRPbyIiZV9SO7WthoHNB62g)

Zdjęcia Rogera Pratta ("Burzliwy poniedziałek", "Harry Potter i Komnata Tajemnic", "Brazil", "Iris", "Frankenstein", "Rewolwer i melonik") cudownie obejmują krajobrazy. Malta, Meksyk, studia - postacie na pierwszym planie, po zmroku jakby wyróżnione światłem, ale w pewnej niebieskiej poświacie. Szerokie ujęcia plaży i terenów wokół miasta, kamera podążająca za bohaterami, nawet w wąskich uliczkach. Doskonała robota!

Muzyka Jamesa Hornera ("Braveheart", "Titanic", "Avatar", "Imię róży") wydaje się być zrobiona jako chałtura ... wedle legendy, ścieżkę dźwiękową napisał Gabriel Yared, ale po kłótni z reżyserem, a na 2 tyg. przed premierą, został zmieniony. Stąd, James Horner na szybko napisał muzykę, Efekt jest niestety mizerny ...

Koń trojański
(źródło: http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSasXeIxXybTuWmJRqP4xnWe7IGVTRzj5qcS45g19klhOwLo0Py)

Kostiumy Boba Ringwooda, to jedyna nominacja filmu do Oscara (R). Tu się z akademią zgadzam! Kostiumograf "Batmana" Tima Burtona, "Imperium Słońca" Stevena Spielberga (poprzednia nominacja), "Obcego 3" Davida Finchera czy "Diuny" Davida Lyncha, wykazał się ogromną pracą, przy projektowaniu i wykonaniu.

Podsumowując, Niemiec Wolfgang Petersen zmierzył się z eposem Homera, wspierany przez Davida Benioffa. Niestety, Reżyser "Das Boot", "Gniewu oceanu", "Na linii ognia" i "Niekończącej się opowieści", wspierany przez scenarzystę "Gry o tron" poległ, niczym Hektor w walce z Achillesem. Wyglądało efektownie, włożono dużo pracy, ale i tak całość to "piękna" porażka. Po walce, bo jednak zmiana lokacji zepsuła grafik, mimo przeciwności - krytyka za Brada Pitta czy niezgodność z eposem, ale sukces komercyjny - zwrócił się film z nawiązką. Nominacja do Oscara (R) za dobrą stronę techniczną. Na osłodę piękna Diane Kruger, przystojny Orlando Bloom i Eric Bana, oraz wybitny Peter O'Toole. Wisienką na torcie jest Sean Bean, którego Odyseusz nie ginie, a po zniknięciu głównej obsady, na sam koniec filmu, Anglik rodem z Sheffield zostają postacią numer jeden. To jakiś pozytyw.

Moja ocena: 5.5/10. 

(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/73/11/37311/6941476.3.jpg)



Ciekawostka: W powieści Agathy Christie pt. "Śmierć lorda Edgeware'a" (ang. "Lord Edgeware dies") występuje nawiązanie to "Iliady", a konkretnie postaci Parysa - pomyłka jednej z postaci naprowadzi potem na trop wielkiego Herculesa Poirot.  

sobota, 6 grudnia 2014

"Prawdziwa historia" (2005)

W oczekiwaniu na najnowszą część trylogii "Hobbit", czyli "Bitwa Pięciu Armii", przybliżę inny nowozelandzki, choć mało znany film. "Prawdziwa historia" (ang. "The World's Fastest Indian")
z 2005 r. nie był choć w połowie tak znany jak filmy sir Petera Jacksona, ale warto zwrócić na niego uwagę. Kino w Nowej Zelandii, choć tradycją sięga początku XX w., rozwijać się poczęło dopiero pod koniec lat 70-tych za sprawą Rogera Donaldsona, czyli reżysera niniejszego filmu. 

Pochodzący z Australii twórca pewnego dnia postanowił wyjechać do "kraju Kiwi" i pomóc sąsiadom w rozwoju kinematografii. Dzięki niemu powstała New Zealand Film Commission (odpowiednik Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej). Od tego czasu, produkcja filmowa przyspieszyła. Donaldson zrealizował w 1977 r. słynny "Sleeping Dogs" z Samem Neillem ("Park Jurajski"), a w 1984 r. "Bount na Bounty" (ang. "The Bounty") z Melem Gibsonem i sir Anthony'm Hopkinsem w rolach głównych, nominowany do Złotej Palmy (R) w Cannes. 

W wyniku działań New Zealand Film Commission, Jane Campion znalazła fundusze na realizację "Fortepianu" (ang. "The Piano"), nagrodzonego w Cannes i przez Akademię, aż trzema Oscarami (R), w tym dla samej Nowozelandki. Z sukcesów tejże instytucji skorzystał też młody twórca - Peter Jackson, kręcąc "Martwicę mózgu" (ang. "Braindead") oraz "Niebiańskie istoty" (ang. "Heavenly Creatures"), a samym końcu "Władcę Pierścieni" i ostatnio "Hobbita". Bez Rogera Donaldsona te sukcesy nie byłyby możliwe. O tym nie wolno zapominać! 

Sam Donaldson, choć nie odniósł większych sukcesów, gdyż z jego filmografii ważne są "Koktajl" (ang. "Coctail") z Tomem Cruisem, "Góra Dantego" (ang. "Dante's Peak") z Pierce'm Brosnanem, czy "Angielska robota" (ang. "Bank Job") z Jasonem Stathamem, powinien zostać zauważony. Choćby, na honorowego Oscara (R), gdyż włożył ogromny wysiłek w stworzenie czegoś od zera! 

Burt Munro (sir Anthony Hopkins) podczas jazdy
(źródło: https://ssl-gfx.filmweb.pl/ph/40/79/124079/188033.2.jpg)

"Prawdziwa historia" jest niemal o tym samym. O to, mieszkający w Nowej Zelandii, emerytowany mechanik, Burt Munro (sir Anthony Hopkins) przygotowuje swój motor Indian do pobicia rekordu prędkości w swojej klasie w Bonneville w stanie Utah, w USA. W wysuszonym jeziorze (zamiast wody została sól) ludzie rozpędzają swoje maszyny do wielkich prędkości. 

Starszy pan, który daje we znaki sąsiadom, zwłaszcza po nocach sprawdzając moc silnika, ma marzenie. Wdowiec, nie ma co robić, ale nie załamuje się. Ma swój cel, który chce zrealizować!

Zastawia dom, pobiera oszczędności, załatwia przesyłanie emerytury. I jedzie do USA! Wsiada na statek ze swoim ręcznie poprawionym Indianem Scoutem. Przez rejs dorabia jako kucharz. Ma kłopoty na cle, ale poznają go jako legendarnego rajdowca sprzed lat. Potem, pomaga Fernando (Paul Rodriguez) naprawić auta w jego komisie, za co otrzymuje z rabatem samochód do jazdy z Kalifornii do Utah. Sam Munro uzyskuje wsparcie od wielu napotkanych osób. Recepcjonisty-transwestyty Tiny (Chris Williams), Ady (Diane Ladd). Nawet, żołnierza wracającego z Wietnamu, którego podwozi, opowiadając o I wojnie światowej i okopach.

Burt Munro (sir Anthony Hopkins)
(źródło: https://ssl-gfx.filmweb.pl/ph/40/79/124079/188058_1.2.jpg)

Kłopoty ma dopiero z organizatorami rekordów prędkości. Dzięki wsparciu innych kierowców oraz Jima Moffeta (Christopher Lawford), będącego wpływowym członkiem towarzystwa,  startuje, mimo niebezpiecznych hamulców, braku atestów i specjalnej odzieży. 

Chociaż ma kraksę, to osiąga rekord - 201 mph (323,4 km/h, gdyż 1 mila = 1609 m = 1,609 km), do którego dążył. Wyśmiewany przez sąsiadów, wraca do Nowej Zelandii jako bohater. Jego rekordu w tej klasie motocykli nie pobił nikt po dziś dzień. 

Znając historię można to było przewidzieć, Ale nie o zakończenie tutaj chodzi. To niczym z nowozelandzkim kinem. Zanim powstał najnowszy "Hobbit" musiało się wiele stać przez minione 40 lat. 

Cały film w zasadzie opiera się na sir Anthony'm Hopkinsie. Laureat Oscara (R) za "Milczenie owiec", znany z "O jeden most za daleko", "Czerwonego smoka", "Thora", "Draculi" oraz "Człowieka słonia", idealnie wpasował się do swojej roli. Walijczyk przeobraził się w sympatycznego Nowozelandczyka na emeryturze, który mimo wieku i przeciwności, ma marzenie. Pasję, którą realizuje spokojnie. A robi to ze wsparciem wielu przyjaznych osób, będąc miłym i pomocnym. Dziadek idealny. Nie czeka na śmierć, mimo bycia wdowcem, a wykorzystuje czas, który mu pozostał do spełnienia marzeń. I to jest w tym najpiękniejsze! Bardzo postać Munro przypomina mi mojego Dziadka. Człowiek obdarzony pasją, na emeryturze zajmował się pracą, ale tak hobbystycznie - kochał morze i naprawiał łodzie, które kiedyś projektował. Często mówił mi o roli pasji na starość. Miał rację.

Roger Donaldson przy pracy
(źródło: https://ssl-gfx.filmweb.pl/ph/40/79/124079/188069.2.jpg)

Reszta aktorów, jest jedynie tłem dla Hopkinsa. Nawet i lepiej, gdyż to postać Munro stanowi 70-80% całego filmu. Poza tym. wielka gwiazda różni się in plus od reszty. 

Strona techniczna jest poprawna. Widać, że budżet nie był wysoki (ok. 25 mln USD), ale nie psuje to odbioru filmu. Efekty specjalne wykonano sprawnie i nie rażą podczas scen przejazdu przez Jezioro Bonneville. 

Zdjęcia Davida Gribble'a urzekają. Panorama Bonneville, Invercargill w Nowej Zelandii, czy zachody Słońca na pustyni. Ukazanie postaci w ciepłych barwach, nawet w pomieszczeniach. Dobra robota!

Muzyka J. Petera Robinsona ("Angielska robota") to głównie spokojne motywy, choć przy przeciwnościach losu czy biciu rekordu są trochę inne nuty. Idealna dźwiękowa ilustracja obrazu!

Film zmontował nie kto inny, a sam John Gilbert, znany z cięcia "Władcy Pierścieni: Drużyna Pierścienia". Sprawnie wykonana robota przez profesjonalistę!

Sam Roger Donaldson, poza reżyserią zajął się napisaniem scenariusza oraz produkcją, razem z Barrie'm M. Osborne'm, odpowiedzialnym za "Władcę Pierścieni". A to nie koniec, gdyż w napisach końcowych pojawiło się podziękowanie dla samego sir Petera Jacksona, za pomoc. Trylogia zarobiła dużo pieniędzy, dlatego New Zealand Film Commission mogła dofinansować obraz Donaldsona. 

I tu warto napisać podsumowanie. Donaldson, niczym Munro miał pasję. Mimo przeciwności zrobił coś wielkiego. Nie bał się marzyć! W rezultacie, stworzył coś z niczego, niczym Munro ze starego motocykla wycisnął ostatnie siły do pobicia rekordu. Pokazał, że spokój, ciężka praca i wsparcie innych ludzi pomagają. Tyle, że o Donaldsonie świat szybko zapomni. A jego dziele już nie. Nawiązując do "Atlasu chmur", czasem drobny gest z przeszłości powoduje rewolucję w przyszłości. A kamyki ciągną za sobą lawinę. Takim kamykiem był Donaldson, lawiną jest sir Peter Jackson. Podobnie z Munro - pasja spowodowała chęć bicia dalszych rekordów przez innych, a co za tym idzie rozwój techniki i kolejne tak wielkie historie!

Moja ocena: 8.5/10. 

Oficjalny polski plakat 
(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/40/79/124079/7580685.3.jpg)

niedziela, 24 sierpnia 2014

"John Carter" (2012)

W ostatnim czasie brakowało mi czasu na oglądanie filmów, a gdy już coś się udało zobaczyć, to nie miałem kiedy napisać recenzji. Pierwszy raz od kilku miesięcy zdecydowałem się na opis obrazu, który widziałem wczoraj, gdyż trafił do mnie z promocji (1/3 aktualnej ceny). Wiedziałem, że nie będzie to nic wielkiego, ani porywającego, jednak zdecydowałem się obejrzeć. A swoimi wrażeniami dzielę się poniżej. 

Andrew Stanton, którego znam dzięki "Gdzie jest Nemo?" (2003) oraz "Wall- E" (2007), w roku 2012 wydał superprodukcję, sygnowaną logo Disney'a. Finansowo, nie wyszło mu najlepiej. Recenzje też miewał negatywne. Jednak, pomysł był ciekawy.

Taylor Kitsch jako John Carter
(źródło: http://www.movie-moron.com/wp-content/gallery/review/john-carter-review-2.jpg)

O to, Edgar Rice Borroughs (Daryl Sabara), autor m.in. "Tarzana. Władcy małp" dostaje telegram od wuja - Johna Cartera (Taylor Kitsch) z prośbą o przyjazd. Gdy dociera do willi krewnego, ten już nie żyje, pochowany w dziwny sposób. Cały majątek, łącznie z księgą trafia do Edgara. Późniejszy pisarz, rozpoczyna lekturę przygód wuja, do której na mocy testamentu nikt inny nie mógł mieć dostępu. 

John Carter, weteran wojny secesyjnej (1861-1865) po stronie Konfederatów (Południa), to urodzony wojownik. Stracił rodzinę, ale nie stanęło mu to na przeszkodzie w poszukiwaniu jaskini ze złotem. Aresztowany przez pułkownika Powella (Bryan Cranston), zmuszany do przyłączenia się jako Jankes, ucieka, znajdując swoją jaskinię ze złotem, a zbiegiem okoliczności - spotyka "maga z kosmosu", którego zabija, a wyniku całej sytuacji przenosi się na Marsa (Barsoom).

Na Czerwonej Planecie trwa wojna. Miasto Helium, rządzone przez Morsa Tardosa (Ciaran Hinds), opiera się Zodandze, której przewodzi Sab Than (Dominic West), mający za doradcę tajemniczego Matai Shanga (Mark Strong).  W celu pogodzenia obu miast pojawia się pomysł, by Sab Than poślubił córkę Tardosa - Dejah Toris (Lynn Collins).

Lynn Collins jako Dejah i Ciaran Hinds jako Mors Tardos
(źródło: https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRinMnfzCZB_LMGj0qKbmTAzM_Ma652YmxOVDm5Mr1WrhyTVSZ4) 

Oczywiście, John Carter, zanim namiesza w wojnie, trafia do ludu Tharka - czteroręcznych i jajorodnych zielonych stworów, gdzie wodzem jest Tars Tarkas (głos Willema Dafoe'a). On z kolei, ma przeciw sobie Tal Hajusa (głos Thomasa Haden Churcha), a martwi się o córkę - Solę (głos Samanthy Morton).

Mieszkając u Tharków, John odkrywa nadludzkie umiejętności - większą siłę i umiejętność skoków, dzięki czemu ratuje Dejah ...

Dominic West jako Sab Than
(źródło: https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSt8U4z9A_fIYUtblKw-txyiCs7ABOWT5M_A5PsxekCmhrpGOWTdw)

Wmieszany w wojnę, wspiera piękną księżniczkę, jednocześnie dążąc do powrotu na Ziemię. Wedle przepowiedni, wysłannik z Jarsoom (Ziemi właśnie) pomoże pokonać Zodangę. I zaczyna się ...

Sab Than zamierza wziąć ślub z Dejah, a Matai Shang, tajemniczy mędrzec, chce to wykorzystać do zniszczenia Marsa, a potem zająć się Trzecią Planetą od Słońca. John Carter, rozpoczyna walkę ...

Udaje mu się pokonać Sab Thana, poślubić Dejah i zaprowadzić pokój, lecz Matai Shang nie śpi. Odsyła go na Ziemię, a raczej jego kopię, niczym w telegramie. Książka trafia do Eda, by ten zajął się grobowcem wuja, a naprawdę pomaga mu w dorwaniu zmiennokształtnego Matai Shanga na Ziemi.

Mark Strong jako Matai Shang
(źródło: https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRvA24OcYI3AkxmLLg6KmxWXLRiPcl6eqvImFflO0Zrj5T1d9S_) 

Jak to bywa w przypadku bajek Disney'a, jest happy end. John wraca na Marsa, a Ed pisze potem powieść. Czyli, standard hollywoodzki, który nie zaskakuje, jednak szkoda pomysłu.

Aktorsko, zebrano ciekawą ekipę. Jednakże, ich gra pozostawia wiele do życzenia. A szkoda ...

Taylor Kitsch ("Battleship") nawet wczuwa się w rolę. Ktoś o aparycji modela nie zawsze świetnie zagra. Widać brak warsztatu, a w takim filmie na głównym bohaterze opiera się cała historia. Klapa.

Lynn Collins ("X-Men: Geneza Wolverine", "Numer 23"), ładnie wygląda, ma wiedzę i walczy. Czegoś u niej brakuje ... choć kobietą jest przepiękną.

Dominic West ("300", "Johnny English: Reaktywacja", "Życie, którego nie było", "Chicago") nie przekonał mnie wcale rolą czarnego charakteru. Lepiej dał sobie radę w "Johnny English: Reaktywacja", czy "300". 

Daryl Sabara, to Juni z serii "Mali agenci" (2001, 2002, 2003) Roberta Rodrigueza. Chłopak jest rolą epizodyczną. Może i lepiej, gdyż też zepsułby obraz.

Mark Strong ("Sherlock Holmes", "Robin Hood", "Kick-Ass", "Szpieg"), jako tajemniczy mędrzec z kosmosu, dążacy do wygranej Zła ... niestety, to nie diaboliczny lord Blackwood, czy biznesmen zbrodni z "Kick-Ass". Głos, parę min i tyle. Bardzo wielka szkoda.

Ciaran Hinds ("Szpieg", "Droga do zatracenia", "Harry Potter", "Aż poleje się krew", serial "Gra o tron") był postacią drugoplanową i nie winię go za to. Nie zawiódł, ale było go za mało.

Podobnie jak Willema Dafoe ("Pluton"), Samanthy Morton ("Elizabeth: Złoty wiek", "Raport mniejszości"), czy Thomasa Haden Churcha ("Bezdroża") - jedynie ich głosy. Szkoda, naprawdę szkoda.

Technicznie, jest znacznie lepiej. Autor zdjęć, czyli Daniel Mindel, mający już doświadczenie w superprodukcjach. Pochodzący z RPA operator, pracował przy "Star Treku" (2009), "W ciemność. Star Trek", "Mission: Impossible III", "Niesamowity Spiderman 2", "Wróg publiczny" (1998), czy "Zawód: szpieg". Zdjęcia urzekają swoim pięknem, czy to pustyni Utah w USA, czy ujęcia ze studia w Londynie. Brawo, ale taka była jego praca!


Woola
(źródło: https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRAU1MOIGA2MX8fn4ULLiO4AmmjWtSPh9zrK-LeF3CZmGl58_XLJQ)

Scenografia to z kolei zasługa Nathana Crowley'a ("Mroczny rycerz", "Prestiż", "Incepcja"). Nominowany do Oscara (R) scenograf spisał się na medal. Przygotowanie na pustyni przeróżnych obiektów, czy dekoracje wnętrz w studiu - pierwsza klasa!

Daryl Sabara jako Edgar Rice Borroughs
(źródło: http://thescifichristian.com/wp-content/uploads/2013/03/ned-burroughs.jpg)

Muzyka Michaela Giacchino nie powala na kolana. Kompozytor muzyki do "Ratatuja", "Odlotu", "Star Treka" (2009) czy "W ciemność. Star Trek", "Mission: Impossible III", "Iniemamocni", wreszcie serialu "Lost", mógł stworzyć epopeję. Laureat Oscara (R) za "Odlot" nie postarał się, niestety. Bardzo szkoda. Motyw z napisów końcowych, brzmi "startrekowatopodobnie" (https://www.youtube.com/watch?v=8H3NRrbuSQs).

Do efektów specjalnych nie mam zastrzeżeń. Mars, podróże gwiezdne, "pies" Cartera o imieniu Woola, czy krajobrazy, to dobra robota grafików. Która ukradła show ...

Podsumowując, Andrew Stanton, który stworzył śmieszne "Gdzie jest Nemo?" i wzruszające, do tego z przesłaniem "Wall-E", zawiódł mnie bardzo z filmem fabularnym. Nie każdy animator jest w stanie nakręcić równie dobre dzieło z aktorami. Lepiej, jeśli zajmie się kręceniem animacji.
Słabe aktorstwo, a efekty specjalne wysuwające się na pierwszy plan, to jednak nie jest to, co lubię oglądać. Widziałem wiele filmów z przerostem formy nad treścią, a "John Carter" się do nich zalicza.
Ciekawy pomysł, ale realizacja taka sobie. Można zobaczyć, lecz po dniu-dwóch wypada z pamięci.

Moja ocena: 5.5/10. 


(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/43/82/124382/7435092.3.jpg )

(źródło: )

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Titanic. Southampton Remembers"

Zazwyczaj opisywałem na swoim blogu filmy fabularne, bodajże pojedynczą animację. I jeden dokument. Dwa lata temu, na setną rocznicę katastrofy Titanica, BBC South zrealizowała film dokumentalny. Szczególny, gdyż poświęcony znaczeniu tragedii transatlantyku dla Southampton - "mojego" miasta, w którym czas spędzony oceniam wciąż pozytywnie. 

Nie jest to bez znaczenia, gdyż większa część załogi pochodziła z Southampton. Łącznie z kpt. Edwardem Smithem. I tu smaczek - narratorem filmu jest ... Bernard Hill, który w "Titanicu" z 1997 r. wcielił się w rolę kpt. Smitha, a dał się poznać jako król Theoden w dwóch odsłonach "Władcy Pierścieni" - "Dwóch Wieżach" i "Powrocie Króla".


Bernard Hill jako narrator
(fotos z ekranu z oficjalnego profilu BBC na YouTube- BBC jest właścicielem praw autorskich)

Dziś, mijają dokładnie 102 lata od zatonięcia Titanica. W nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 r., po zderzeniu z górą lodową transatlantyk poszedł na dno po kilku godzinach, zabierając ze sobą blisko 1,5 tys. ofiar, przy niewielu ponad 700 ocalonych. Komisja rządowa premiera lorda Asquitha przygotowała raport już w 1912 r. Liczący 1000 str. dokument jest wystawiony w Liverpool Maritime Museum, ale nie wolno robić mu zdjęć, gdyż to ciągle dowód w sprawie karnej. W Southampton również istnieje muzeum Titanica, tylko, że za moich czasów było w planach, a ja odwiedziłem poprzednie w starym domku z epoki Tudorów.
Jest powód, żeby znów się tam wybrać.

W raporcie lorda Asquitha zapisano, że wraz z rozwojem techniki i w momencie odnalezienia wraku, trzeba komisję powołać na nowo. I w 1985 r., kiedy dr Robert Ballard odkrył wrak, premier Margaret Thatcher powołała następną komisję. Powody katastrofy potwierdziły się po latach, ale inne ustalenia zmieniono. Udowodniono, że kpt. Stanley Lord, dowódca innego transatlantyku - Californiana, był zbyt daleko, żeby pomóc. Oficerowie Titanica zeznali, że widzieli tę jednostkę. Leciwy już syn - Lord jr. doczekał się po latach rehabilitacji ojca. Po drugie, odkryto, że Titanic rozpadł się na dwie części idąc na dno, czego nie udało się ustalić w 1912 r.

Titanic
(źródło: http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQ7zGRV5bY0YLixZAjqg2nenaLyEvDnL7oAd4GxJwDOWTcHfOht)

Co do samego statku, powstał on w legendarnej stoczni Harland & Wolff w Belfaście, w Irlandii Północnej. Zakład ten istnieje po dziś dzień, produkując w celach zbrojeniowych. Titanic został zarejestrowany w Liverpoolu, jako porcie macierzystym - widziałem wpis poświadczony przez Lloyd's Register of Shipping - towarzystwo klasyfikacyjne (jest ich bodajże kilkanaście na świecie, w tym bardzo ważny jest Polski Rejestr Statków), gdyż żadna jednostka pływająca bez takiego zaświadczenia nie ma prawa być dopuszczona do użytkowania i ubezpieczenia. Z Belfastu, Titanic z jedną załogą dotarł do Liverpoolu, a stamtąd do Southampton. Z angielskiego miasta  Hampshire wyruszył w drogę do Nowego Jorku. Po drodze miał jeszcze postoje w Cherbourgu we Francji i w Queestown w Irlandii.

Po minięciu latarni morskiej u wybrzeży Irlandii, Titanic skierował się ku Grenlandii. Należący do White Star Line statek, dowodzony przez kpt. Smitha, chciał odebrać Błękitną Wstęgę za najszybsze przepłynięcie Atlantyku załodze Mauretanii z Cunard Line. Miałoby to znaczenie nie tyle sportowe, ile finansowe.

Najprawdopodobniej to doprowadziło do tragedii. Bernard Hill chodząc po "moim" Southampton przybliża znane mi miejsca w mieście. Podróż zaczyna od starego cmentarza w Southampton Common, gdzie znajduje się 70 symbolicznych grobów ofiar. Trzeba pamiętać, że niemal 3/4 członków załogi Titanica pochodziła z Southampton. Dla miasta była to ogromna tragedia.

Mapa miasta z zaznaczonymi domami, gdzie członkowie rodzin zginęli podczas katastrofy 
(fotos z ekranu z oficjalnego profilu BBC na YouTube- BBC jest właścicielem praw autorskich)

Z cmentarza, Hill udaje się na Winn Road, gdzie mieszkał kpt. Edward Smith - w filmie sam go zagrał, do czego nawiązał. To mi się na Wyspach podoba, domy stoją po upływie setek lat.

Z Winn Road, przechodzimy do Shirley (dzielnica Southampton, gdzie wiele lat później urodził się ... Benny Hill). Tam mieszkało wielu stewardów i prostych węglarzy. Hill pokazuje domy załogantów, mówiąc kto tam mieszkał i czy ciało odnaleziono. Mapka z czarnymi punktami, gdzie zaznaczono rodziny, które straciły najbliższych robi negatywne wrażenie, ilustrowana piękną, acz smutną muzyką. Po drodze, widać krajobraz  St Mary's - od Kościoła św. Marii, koło którego znajduje się stadion Southampton FC, a dostrzec można też wieżę ratusza. Bardzo przyjemny spacer po mieście.

Titanic Engineers' Memorial
(źródło:http://t0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcToo340AnQ-ROmk88hcRX0XPpBEEa9ahaSlaGRqcMSyDKaAE4Agng)

W tle pojawiają się ciekawostki, a także port, skąd Titanic wypłynął. Całość kończy się pod pomnikiem ku pamięci Projektantów transatlantyku (Titanic Engineers' Memorial), koło Parku św. Andrzeja w centrum miasta.

Wyjątkowo podsumowanie nie będzie długie. BBC South przygotowała doskonały dokument w oszczędnej formie, oparty na opowieści narratora, ilustrowany zdjęciami, nagraniami, inscenizacjami i wypowiedziami innych ludzi. Bernard Hill w ciekawy sposób przedstawia wpływ tragedii Titanica na Southampton, którego najlepsi synowie i córki zginęli w katastrofie. Spacer po miejscach związanych z załogantami i samym statkiem jest odpowiednią formą uczczenia setnej rocznicy. Ale też i wyjątkową. Wcześniej nikt nie przygotował ludzkiego aspektu tragedii - przecież zginęli ojcowie, mężowie, żony, matki, sąsiedzi, a przede wszystkim obywatele miasta, dzięki którym Southampton prosperowało. I dlatego warto ten film obejrzeć.

Moja ocena: 9.5/10. 


Napis tytułowy, ze względu na brak plakatu
(fotos z ekranu z oficjalnego profilu BBC na YouTube- BBC jest właścicielem praw autorskich)