niedziela, 8 września 2013

"Van Helsing" (2004)

Z USA i Afryki udajemy się do Europy. Dziś będzie o filmie "Van Helsing" w reżyserii Stephena Sommersa ("Księga dżungli" z 1994 r., "Mumia", "Mumia powraca"), nakręconym w czeskiej Pradze. A akcja dzieje się w Rumunii i na Węgrzech (głównie).  Tak to bywa.

Hugh Jackman jako van Helsing
(źródło: http://static1.stopklatka.pl/library/CB/C2/g-61.jpg/1.0/g-61.jpg)

Doktor Frankenstein (Samuel West) ożywia swojego Potwora (Shuler Hensley) na zlecenie Draculi (Richard Roxburgh), gdzieś w Transylwanii. Wampir potrzebuje "dzieła" Frankensteina, żeby tchnąć życie w swoje dzieci ... a lokalny przedsiębiorca pogrzebowy rozpoczyna szturm na siedzibę szalonego naukowca. Potwór ucieka i przypuszczalnie ginie w płomieniach. Nagle, przenosimy się do Paryża, rok później. Gabriel (!) van Helsing (Hugh Jackman) poluje na Mr Hyde'a (Robbie Coltrane) we francuskiej stolicy. Zabijając bestię, niszczy witraż w Notre Dame... za co dostaje reprymendę w Watykanie od kardynała Jinette'a (Alun Armstrong). Przy okazji, Stolica Apostolska, kierująca tajnym zakonem strzegącym dobra na świecie, wysyła van Helsinga z misją do Transylwanii, w celu zabicia Draculi. To ważne, gdyż ojciec wampira podpisał pakt z samym Stwórcą, na mocy którego rodzina pójdzie do piekła, jeśli nie zabije Draculi ... a przy życiu pozostali Velkan (Will Kemp) oraz Anna Valerious (Kate Beckinsale). Do pomocy van Helsingowi zostaje oddelegowany mnich Carl (David Wenham). Rozpoczyna się podróż i walka z wampirem. Okazuje się też, że Potwór przeżył, a Dracula nie próżnuje i chce wcielić swój plan w życie, korzystając z wilkołaka (zmieniony Velkan), swego durnego sługi Igora (Kevin J. O'Connor) oraz trzech narzeczonych, również krwiopijców. Zaczyna się walka, pełna akcji i ... głupoty. 

Kate Beckinsale jako Anna Valerious
(źródło: http://static1.stopklatka.pl/library/09/4F/g-17.jpg/1.0/g-17.jpg)

Scenariusz "Van Helsinga" jest bardzo naiwny, żeby nie powiedzieć żałosny. Wiadomo od początku kto zwycięży. Co prawda ginie jedna z postaci, ale schemat się nie zmienia. Tajny zakon w Watykanie, Frankenstein, Dracula, Mr Hyde w jednym filmie... pomysł świetny, ale wykonanie żałosne. 

Aktorzy wzięli pieniądze i pobawili się na planie. Hugh Jackman śmieszy jako kowboj wśród wampirów. Prochowiec i kusza w stylu steam-punk. A do tego akcesoria a'la 007 w XIX w. Trzeba oddać, że Hugh z całej ekipy aktorskiej wypada najlepiej. Pręży muskuły, ale też sobie żartuje. Mimo wszystko, plus za kreację. Osobiście wolę go w "Prestiżu" Chrisa Nolana, czy nawet "Kate i Leopold" u boku Meg Ryan. 

"Van Helsing, you murderer!"
(źródło: http://static1.stopklatka.pl/library/13/7D/g-1.jpg/1.0/g-1.jpg)

Kate Beckinsale, w 2004 r. grała jeszcze w "Aviatorze" Martina Scorsese. I tam wypadła zdecydowanie lepiej w roli trzecioplanowej. Ładna kobieta, niby walczy z wampirami, ale aż tak wyzwolona osoba nie pasowała mi do Transylwanii w XIX w.  Mnie takie szczegóły rażą ... Szkoda tak utalentowanej aktorki.

David Wenham (Faramir z "Władcy Pierścieni") jako mnich Carl. Głupia fryzura, śmieszna wymowa - taki śmieszek w całym filmie. Rozumiem, że miał być na zasadzie kontrastu do poważnego van Helsinga. 

David Wenham jako Carl
(źródło: http://static1.stopklatka.pl/library/14/8E/g-40.jpg/1.0/g-40.jpg)

Richard Roxburgh - najgorszy Dracula w historii!!! Miała być nominacja do Złotej Maliny (R), ale zabrakło głosów. Na "statuetkę" zasłużył. Drewniane aktorstwo ... ale nie wyszedł na tym filmie źle. I nie chodzi mi o aspekt finansowy. Roxburgh (znany z "Moulin Rouge!" i "Mission: Impossible 2"), poznał na planie przyszłą żonę - włoską modelkę Silvię Colloccę, która grała jedną z jego narzeczonych. Na dodatek mają już dwóch synów. Czasem tak bywa, że negatywna sprawa (czyli jedna z najgorszych ról), zmienia się w coś bardzo pozytywnego (żona i dwóch synów). Może było mu pisane zbierać cięgi za Draculę, ale chociaż dało mu to szczęście w życiu prywatnym. 

Richard Roxburgh jako Dracula
(źródło: http://static1.stopklatka.pl/library/7B/75/g-37.jpg/1.0/g-37.jpg) 

Shuler Hensley, Kevin J. O'Connor czy Robbie Coltrane okazali się być jedynie tłem. Josie Maran (USA), Elena Anaya (Hiszpania) i Silvia Collocca (Włochy) jako narzeczone Draculi - ładne dziewczyny i nic ponadto, choć przerobione komputerowo straszyły! 

Potwór Frankensteina (Shuler Hensley)
(źródło: http://static1.stopklatka.pl/library/F8/37/g-13.jpg/1.0/g-13.jpg)

Od strony technicznej "Van Helsing" prezentuje się średnio. Efekty specjalne, charakteryzacja - takie sobie, mimi wysokiego budżetu (160 mln USD). Zdjęcia Allena Daviau ("Imperium Słońca") spodobały mi się. Zwłaszcza scena w lesie, podczas jazdy powozami. Tu widać rękę profesjonalisty. 

Kostiumy Gabrielli Pescucci ("Dawno temu w Ameryce", "Wiek niewinności" czy "Charlie i Fabryka Czekolady") również zaliczam na plus filmu. Prochowiec van Helsinga wygląda na taki "z epoki", a ubrania Anny podkreślają jej kobiecość. 

Muzyka Alana Silvestri ("Forrest Gump", "Cast Away", "Powrót do przyszłości") to najmocniejsza strona filmu. Te motywy, mimo całej tandety w tle zapamiętuje się na długo, np. ze sceny z powozami (http://www.youtube.com/watch?v=zcyW94nRglQ), czy główna melodia (http://www.youtube.com/watch?v=XX3X6L6soeM). Cóż, śp. Zygmunt Kałużyński (znany krytyk filmowy) miał rację - w każdym filmie jest jakaś rzecz, dla której warto obejrzeć dany obraz. Tu była to muzyka Silvestriego. 

Podsumowując, pseudo-horror z wymieszanymi wątkami, podany w słabej formie, ale za to ze świetną muzyką, to strata czasu. Jeśli chce się obejzeć coś porządnego, to lepiej włączyć "Draculę" F.F. Coppoli, "Frankensteina" sir K. Branagha, albo klasyczną wersję "Mr Hyde'a". Z drugiej strony, piękne aktorki, praska panorama i niewciągająca fabuła, czynią "Van Helsinga" ciekawym obrazem na piątek po 22.00. Oglądanie na własne ryzyko. 

Moja ocena: 4.3/10. 

(źródło: http://static1.stopklatka.pl/library/43/41/64153114.jpg/1.0/64153114.jpg)

sobota, 7 września 2013

"Łzy Słońca"

Z USA przenosimy się do Nigerii. Ogarniętej wojną, w której zabito prezydenta wraz z całą rodziną przy przeprowadzaniu zamachu stanu ... czyli codzienność w Afryce wg Hollywood. "Łzy Słońca" (ang. "Tears of the Sun"), bo o nich mowa, zostaną przeze mnie opisane.

Bruce Willis i Monica Bellucci 
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/75/27/37527/249158.1.jpg)

Antoine Fuqua ("Dzień próby", "Król Artur") nakręcił film akcji, a raczej łzawe "dziełko" o dzielnych komandosach "made in USA", ratujących dzieci z Nigerii. A pomagają małolatom, bo uparła się pani doktor, pracująca na misji. Schemat, jednym słowem. Może zacznijmy od samego początku.

W Nigerii dochodzi do zamachu stanu. Żandarm świata, czyli USA reagują. Chcą ratować swoich obywateli i tylko ich. Dowódca Navy Seals (komandosi Marynarki Wojennej, tzw. Komando Foki) – Bill Rhodes (Tom Skerritt), doświadczony żołnierz wysyła podległy sobie oddział najlepszych komandosów, dowodzony przez A.K. Watersa (Bruce Willis), żeby uratował dr Lenę Kendricks (Monica Bellucci), obywatelkę USA, pochodzącą z Włoch. Po przybyciu na miejsce, dr Lena nie chce porzucić nigeryjskich dzieci. Waters przystaje na jej żądanie. Teraz rozpoczyna się walka o przetrwanie w dżungli. Komandosów gonią  nigeryjskie wojsko i bojówki, gdyż między młodymi ukrywa się jedyny syn zabitego prezydenta Nigerii.
Całe zadanie to przedrzeć się do granicy z Kamerunem...

Komandosi przedzierający się przez nigeryjską dżunglę
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/75/27/37527/249165.1.jpg)

Przesłodzona fabuła, ale przemoc bardzo realistyczna. Z czasem Waters zakocha się w Lenie, mimo, iż na samym początku wciąż się kłócą. Czyli nic nadzwyczajnego, a szkoda. Można byłoby to inaczej rozegrać.
Moim zdaniem wyszedł film dla kobiet, który zawiera trochę więcej przemocy, niż zazwyczaj.

Zacznijmy od aktorstwa. Bruce Willis, czyli ekranowy twardziel, razi tutaj swoim papierowym wymiarem. To on jest tym dobrym, silnym itd., który pokona każdego wroga. Łamie rozkaz, żeby wyjść na przeciw dr Lenie, którą z czasem zaczyna darzyć uczuciem. Mnie aż wykręca. Szkoda Willisa na takie łzawe historyjki.

Bruce Willis
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/75/27/37527/249147.1.jpg)

Monica Bellucci, podobnie do Willisa, wydaje się być postacią papierową. Ma swoje racje, ale brak tu rozterek. Szkoda takiego potencjału, a przecież nawet w drobnej roli w "Draculi" Coppoli zaprezentowała się lepiej, o "Malenie" nie wspominając.

Monica Bellucci
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/75/27/37527/249170.1.jpg)

Tom Skerritt - jakby podróbka samego siebie z "Top Gun", gdzie też grał doświadczonego dowódcę.

Tom Skerritt
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/75/27/37527/249150.1.jpg)

Wykonanie jest w porządku. Mauro Fiore (Oscar (R) za "Avatara") fachowo operował kamerą. Oświetlenie, ruchy obiektywu w scenach akcji, zbliżenia na postaci. Dobra robota, ale to nie był artyzm.

Pokaz umiejętności Mauro Fiore
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/75/27/37527/249168.1.jpg)

Muzykę Hansa Zimmera, laureata Oscara (R) za "Króla Lwa", określiłbym jako przyzwoitą. Nie każdy tworzy wielkie dzieła przy wszystkich możliwych okazjach. Tutaj, pojawiają się dwa główne motywy. Śpiewy rdzennych Afrykańczyków podobają się, to prawda. Jednak zabrakło mi czegoś w twórczości Hansa Zimmera. Jedynie rutyna i nic ponadto (tu można sobie posłuchać: http://www.youtube.com/watch?v=F8OSiaHmXQM).

Reżyser filmu - Antoine Fuqua
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/75/27/37527/249177.1.jpg)

Podsumowując, określiłbym "Łzy Słońca" jako "film akcji z fabułą w tle". Bruce Willis prowadzi komandosów przez dżunglę, chroniąc panią doktor z Nigeryjczykami. Poświęcają się dla ratowania ludzi. Oczywiście happy end jest tandetny - nagle przy granicy z Kamerunem przybywa wsparcie Marines ...
Ładne wykonanie, muzyka Hansa Zimmera, aktorzy i tyle. Treść schematyczna i łatwa do przewidzenia. Można obejrzeć, ale szkoda czasu.

Moja ocena: 4.5/10. 



(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/75/27/37527/6900673.3.jpg?l=1349322664000)

"Iron Man 3"

Wracamy z Indii do USA, aczkolwiek w tle będzie o Wielkiej Brytanii. Dziś obejrzałem film pt. "Iron Man 3" w reżyserii Shane'a Blacka (twórcy scenariusza do "Zabójczej broni" oraz osoby odpowiedzialnej za nakręcenie "Kiss, kiss, bang, bang"). 

Tony Stark (Robert Downey Jr.) i jego zbroja sterowana przez komputer - Jarvisa
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/17/15/491715/406708.1.jpg)

Po wydarzeniach, znanych z filmu "The Avengers" (2012), Tony Stark/Iron Man (Robert Downey Jr.) ma stany lękowe, zwłaszcza po wejściu w portal czasoprzestrzenny. Żyje sobie w Los Angeles, a Stark Industries kieruje jego zaufana przyjaciółka - Pepper Potts (Gwyneth Paltrow). Pewnego dnia firmę odwiedza dawny znajomy - Aldrich Killian (Guy Pearce), zgłaszając się z propozycją współpracy. Stark nie godzi się na to, ale to nie wszystko. Szef ochrony Starka - Happy (Jon Favreau) podejrzewa Killiana o wiele złego ... tymczasem w USA zaczyna atakować groźny terrorysta Mandaryn (sir Ben Kingsley), który kryje tajemnicę. Gdy Happy zostaje ranny w zamachu, Stark wypowiada wojnę Mandarynowi, podając swój adres domowy. Gdy jego rezydencję odwiedza współpracownica Killiana - Maya Hansen (Rebecca Hall), nagle przylatują helikoptery i niszczą domostwo, a sam Stark ledwie uchodzi z życiem. Postanawia znaleźć i zabić Mandaryna, a i Killian okazuje się być znajomym z przeszłości, a dokładniej z Sylwestra 1999/2000. A Mandaryn nie próżnuje - teraz to prezydent USA znalazł się na jego celowniku, mimo ochrony "Iron Patriot", czyli pułkownika Rhodesa (Don Cheadle). Mając mało czasu i czekając na regenerację zbroi Stark nie próżnuje. Co z tego będzie?

Robert Downey Jr. jako Tony Stark
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/17/15/491715/395801.1.jpg)

No właśnie. Jest to efektowne zakończenie trylogii "Iron Mana", aczkolwiek z "Avengersami" w tle. Robert Downey Jr. kradnie seans, ale nie jest to pierwszy "Iron Man", czy "Sherlock Holmes" a'la Guy Ritchie. Są momenty komediowe, ale też dużo akcji, a zwłaszcza spektakularnych walk. Niestety, już to gdzieś widziałem... 

Guy Pearce wydaje się być bardzo obślizgłym człowiekiem. Jakoś nie darzę sympatią Brytyjczyka, mimo, iż pasował idealnie do roli Edwarda VIII w "Jak zostać królem". Wygląda na to, że Pearce w kinie artystycznym pokazuje swój talent, ale w hollywoodzkich blockbusterach nie zachwyca. Jako przeciwnik Iron Mana, nie dościga Jeffa Bridgesa czy Mickey'a Rourke'a. Guy Pearce przerażał w "Drapieżcach", zwłaszcza po przemianie, która w nim zaszła ...

Pepper Potts (Gwyneth Paltrow) i Alrich Killian (Guy Pearce)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/17/15/491715/395800.1.jpg)

Gwyneth Paltrow jako Pepper. Jest ładna i oddana Starkowi, a po zabiegu można się jej wystraszyć. Okrleśliłbym jej rolę jako "OK". Cóż, nie każdy film, którym gra to "Zakochany Szekspir". 

Jon Favreau, to oczko do widza. Wyreżyserował "Iron Mana" i "Iron Mana 2". Trójki nie mógł, ale za to pojawił się w roli szefa ochrony Stark Industries. Może talentu nie ma, ale w paru miejscach śmieszył, a gdy wpadł w śpiączkę wzbudził współczucie. 

Jon Favreau jako Happy Hogan
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/17/15/491715/406703.1.jpg)

Don Cheadle ("Hotel Ruanda", "Traffic", "Ocean's 11/12/13") to dobra rola drugoplanowa. Żartowniś, ale też umie się bić, kiedy trzeba. Taki aktor, zarówno komediowy, dramatyczny oraz kina akcji. Krótko mówiąc, wszechstronny. 

Rebeccę Hall kojarzę z "Vicky Crisina Barcelona" Woody'ego Allena jako Vicky i "Prestiżu" Christophera Nolana, gdzie zagrała Sarah Borden, żonę Alfreda Bordena (Christian Bale). Co prawda widziałem ją jeszcze w "Dorianie Gray'u" (2009) jako Emily Wotton, czyli córkę Lorda Henry'ego, to nie zapadła mi specjalnie w pamięć. Także w "Iron Manie 3" wypada tak sobie. Cóż, jest ładna i tyle. Talentu jej brak. 

Rebecca Hall jako Maya Hansen
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/17/15/491715/406704.1.jpg)

Sir Ben Kingsley to dla mnie unikat. Hindus, urodzony w Scarborough*, jest w 100% brytyjskim aktorem, jedynie indyjskiego pochodzenia. Bardzo pozytywnie oceniam jego tytułową rolę w "Gandhim" (1982), za którą otrzymał Oscara (R), a także w "Liście Schindlera" Stevena Spielberga, gdzie zagrał Itzhaka Sterna. Widziałem z nim jeszcze "Śmierć i dziewczynę" oraz "Olivera Twista", oba obrazy w reżyserii Romana Polańskiego. Bałem się trochę o występ wybitnego aktora w blockbusterze, ale niepotrzebnie. Z jednej strony straszy, a z drugiej śmieszy. Zwłaszcza, gdy odkrywamy jego tajemnicę. 

sir Ben Kingsley jako Mandaryn
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/17/15/491715/395797_1.1.jpg)

Tyle o aktorach, teraz zajmijmy się stroną techniczną. To oczywiście fajerwerk efektów specjalnych, czego można było się spodziewać. Komputerowo wygenerowane postaci, wybuchy, różne ujęcia kamery. Może razić, ale w ekranizacjach komiksów Marvela o to przede wszystkim chodzi. Tu mogą być nominacje do Oscara (R) za efekty wizualne, dźwiękowe, montaż dźwięku. Inna kategoria mnie zdziwi. 

Przykładowe ujęcie efektów specjalnych
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/17/15/491715/395819.1.jpg)

Zdjęcia Johna Tolla ("Braveheart", "Ostatni samuraj") określę słowem dobra robota. Blue box oraz efekty komputerowe dobrze współgrają z pracą operatorską. Ruchy kamery są bardzo dynamiczne, ale człowiek nie gubi się w oglądaniu. Zwłaszcza w scenach walk John Toll spisał się na medal. 

Muzyka Briana Tylera ("300", serial "Californication"), przyzwoita, ale bez fajerwerków. Choć motyw z napisów końcowych, w których podsumowano serię może się podobać (http://www.youtube.com/watch?v=HrMPMTVOz8M), to jednak nie był artyzm. 

Podsumowując, Shane Black wykazał się jako reżyser. Zebrał dobrych, a w kilku przypadkach i wybitnych aktorów. Co prawda, jak to w blockbusterze, opartym na komiksie nie było mowy o wielkim dziele, to i tak przeszedł do historii swoimi zarobkami. Niby była tam jakaś filozofia - o tworzeniu demonów itd., ale nie wymagałem wiele od efektownie wykonanej wizualnej rozrywki z żartem. Zawiódł mnie Robert Downey Jr., ale jeśli ktoś lubi takie filmy, to sobie zrekompensuje jego braki. Można sobie obejrzeć, ale szybko się zapomni połowę treści. Generalnie, idealna rozrywka na piątkowy wieczór. 

Moja ocena: 6,5/10. 

*Scarborough, Yorkshire - północno-zachodnia Anglia; miasto będące w XV w. ważnym ośrodkiem handlowym, stąd słynna piosenka "Scarborough fair", która pojawia się w "Absolwencie" (1967), wykonana przez zespół Simon and Garfunkel.  

(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/17/15/491715/7542858.3.jpg?l=1367376052000)

czwartek, 5 września 2013

"Josh"

Zostajemy w Bollywood. Dziś też będzie o indyjskim filmie, a dokładniej "Joshu" z 2000 r. Razem z "Trudną drogą do miłości" leżały gdzieś w głębokiej szufladzie w moim domu, od 2006 r. czy 2007 r., aż tu nagle w 2013 r. je odkryłem i obejrzałem. Również i w przypadku "Josha" miałem opory ... stąd jego też obejrzałem na tempie 1.4 raza szybszym. Zapewniam, że jeśli się nie lubi bollywoodzkich produkcji, to seans na 2,5 godziny zamęczy. A tak w niecałe godzinę i 48 min obejrzałem.

Tytuł filmu "Josh", to w rzeczywistości nazwa w hindi, oznaczająca "namiętny". Stąd drugi polski tytuł "Namiętność", o którym dowiedziałem się dopiero dzisiaj, do tego z Wikipedii, której nie darzę szczególną sympatią.

Max (Khan) jako herszt Orłów (w samym środku)
(źródło: http://img694.imageshack.us/img694/5848/josh2000dvdripxvidxdr3.png)

Miasto Vasco w Goa, nazwane tak od Alberto Vasco - Portugalczyka. Trzeba pamiętać, że do 1961 r. Goa była posiadłością portugalską, kiedy to wojska Indii zajęły siłą cały rejon. Początek filmu o tym przypomina, a akcja przenosi się do roku 1980.

W Vasco działają dwa gangi - Orły pod przywództwem Maxa (Shakh Rukh Khan) i Skorpiony, dowodzone przez Prakasha (Sharad Kapoor). Na dodatek, Orły składają się z miejscowych katolików, a Skorpiony z wyznawców hinduizmu. Cóż za dbałość o szczegóły. Nie muszę pisać, iż dochodzi często do spięć między nimi. A lokalny inspektor policji, najchętniej by ich pozamykał i złoił bambusem.

Do Vasco przybywa brat Prakasha - Rahul (Chandrachur Singh). Jest po studiach gastronomicznych, do tego ma nastawienie pokojowe. Z czasem zakochuje się w Shirley (Aishwarya Rai), siostrze Maxa. Do tego z wzajemnością.

Niczym w historii Romeo i Julii, nie podoba się to obu stronom. Prakash okazuje się też być czyścielem domów na potrzeby biznesmenów, a akurat znajduje bezpański plac w mieście ... Rahul po dokładnym sprawdzeniu ksiąg i świadków, odkrywa, do kogo tamta ziemia należy, co oczywiście nie podoba się Prakashowi. A wojna gangów się rozkręca ...

Max (z lewej), Shirley i Rahul
(źródło: http://chennaionline.com/images/gallery/2013/August/20130821092932/Bollywoods-most-loved-on-screen-brother-sister-pairs-03.jpg) 

Mimo dramatu, tu też jest happy end. Czym różni się "Josh" od "Trudnej drogi do miłości"? Przede wszystkim aktorstwem. Shakh Rukh Khan, największa gwiazda Bollywood, choć muzułmanin, gra tutaj pierwsze skrzypce. Jeździ na motorze, bije się, dba o siostrę, chce odbić swoją dziewczynę Rosannę (Priya Gill) lokalnemu nauczycielowi, któremu dokucza, ale to widza śmieszy. Żarty wywijane belfrowi to bardzo ciekawy wątek, który porównałbym do "Dundee'ego" z "Trudnej drogi do miłości".
Pozostali aktorzy, jak to w bollywoodzkich filmach - są,tańczą, śpiewają i w zasadzie tyle.

Choreografia jest na wysokim poziomie, a piosenki o miłości mogą się podobać. W zasadzie jakoś nie widzę więcej dobrych stron "Josha". Z czasem zaczynał i przynudzać.

Aha, taśma, na której go nagrano nie była dobrej jakości. Miałem wrażenie, iż oglądam film nakręcony w latach 80-tych ... Szkoda, gdyż na długo się na zachowa.

Podsumowując,  mimo wszystko, to film Mansoora Khana też można sobie obejrzeć. Trwa 2,5 godziny, jest dosyć tandetny, ale Shakh Rukh Khan swoją grą rekompensuje wiele. A motyw miłosny - cóż, filmy indyjskie z tego słyną. A jeszcze dodać happy end, to już w ogóle.

Moja ocena: 6,2/10.

(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/76/02/207602/7176728.3.jpg?l=1194233207000)

środa, 4 września 2013

"Trudna droga do miłości"

Dziś, podróż do Australii. Aczkolwiek nie będzie mowa o żadnym filmie Petera Weira, ani Rogera Donaldsona, a raczej o obrazie bollywoodzkim, który wczoraj obejrzałem. Nie bez obaw. "Trudna droga do miłości" (hindi: "Salaam Namaste"), bo o nim mowa, to mój pierwszy kontakt z Bollywood. 

Ambar i Nick z przyjaciółmi
(źródło: http://www.outlookindia.com/images/salaam_namaste_060929.jpg)

Melbourne, hinduska społeczność żyjąca w mieście na obczyznie, radzi sobie dobrze. Ambar Malhotra (Preity Zinta) prowadzi audycje radiowe w radiu "Salaam Namaste" dla swoich rodaków. Dodatkowo, studiuje medycynę. Pewnego dnia zaprasza do audycji Nicka (Saif Ali Khan), szefa kuchni w lokalnej indyjskiej restauracji, a z wykształcenia architekta ...

Ambar i Nick
(źródło: http://drop.ndtv.com/albums/ENTERTAINMENT/funnydialogues/salamnamaste.jpg)

Nick nie zjawia się na czas, stąd Ambar robi lokalowi, w którym pracuje antyreklamę. Nie wiedząc jak wyglądają, trafiają na wesele wspólnych znajomych Australijczyków - ona jako druhna, on jako dostawca jedzenia. Rozpoczyna się romans ... a na dodatek ich kolejni przyjaciele biorą ślub, dzień po weselu.

Ambar i Nick, wiedząc już kto jest kim, spotykają się w audycji radiowej, gdzie zapada decyzja o wspólnym życiu na próbę. Wynajmują więc dom u "Krokodyla Dundee" (Javed Jaffrey) - też Hindusa, który stał się Australijczykiem ... zaczyna się dziać. Wszystko układa się dobrze, do momentu odkrycia ciąży u Ambar. Nick nie chce być ojcem, a mają urodzić się bliźniaki. Cóż, zaczynają się schody, a całość kończy się w wiadomy sposób, czyli ...

Javed Jaffrey jako "Dundee"
(źródło: http://drop.ndtv.com/albums/ENTERTAINMENT/funnyfilmi/11.jpg)

No właśnie, tyle o tandetnej treści. Nie jestem fanem filmów z Bollywood, ale ten w miarę przebolałem. Niemal 152 min, okazują się znośne na tempie 1.4 raza szybszym niż w rzeczywistości. Miałem świadomość, iż nic nadzwyczajnego nie mam się spodziewać - kolejne love story z tańcem i śpiewem. 

Scena tańca
(źródło: http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSeCOQ69LUqmHT_qqzb8qE9lmCsCXa1B6MVkYD9XQwbvRohzAmI)

Kiedyś w "National Geographic" przeczytałem potężny artykuł o Bollywood. "Trudna droga do miłości" to idealny przykład twórczości z tamtejszego przemysłu filmowego (od znajomego Tamila wiem, że w Indiach istnieje jeszcze Tamilwood). Historia miłosna - dramatyczna, ale z happy endem. Aktorzy zupełnie tandetni, a raczej dobrzy rzemieślnicy. Tylko taniec i muzyka robią wrażenie...

Tu jest tak samo. Choć "Krokodyl Dundee", Hindus, który uważa się za prawdziwego Australijczyka naprawdę śmieszy. Sam poznałem dwa miesiące temu Australijkę pochodzenia hinduskiego, ale mimo, iż jej rodzina mieszka na Antypodach od 1930 r., nie do końca się zasymilowała. Mam też szersze spektrum w odbiorze "Trudnej drogi do miłości", stąd ten "Dundee" mnie tak śmieszył. Choć, sceny, których przybliżano życie pewnych postaci, np. ginekologa z Indii, czy szefa Nicka, który został milionerem. To też można odczytać na plus.

Tańce i muzyka to najlepsza część całego filmu. Tam widać talenty aktorów, a także pracę kamery i wizję choreografów. Tu fragmenty: http://www.youtube.com/watch?v=BEypRpnQBDQ, http://www.youtube.com/watch?v=PDLuRKGqS04 ... tego w Internecie jest więcej. Stąd nie będę wklejał wszystkich linków.

Podsumowując, mi Bollywood nie przypadło do gustu. Film męczył mnie strasznie, a te pojedyncze scenki z "Dundee", jedynie czasem wywoływały uśmiech na twarzy. Tandetny scenariusz, ale za to dobra choreografia. Jeśli ktoś nie lubi Bollywood, to szkoda czas na oglądanie "Trudnej drogi do miłości".

Moja ocena: 4,5/10.

(źródło: http://static1.stopklatka.pl/library/82/E8/65632164.jpg/1.0/65632164.jpg)

"Chaplin" (1992)

Dziś wracamy do Europy, żeby omówić film pt. "Chaplin" w reżyserii samego Richarda Attenborough ("Gandhi", "O jeden most za daleko"). Biografia wybitnego aktora okazuje się zbiorowiskiem wielu gwiazd światowego kina z samym Robertem Downey'em Jr. na czele. To mało znany film, stąd chciałbym go opisać w miarę dokładnie. Dodam, że do mnie samego też trafił przypadkiem ...

Robert Downey Jr. jako Chaplin
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/12/42/1242/336215.1.jpg)

Rok 1889 r., Londyn. Rodzi się Charlie Chaplin jako syn Hannah Chaplin (Geraldine Chaplin). Ojciec, też Charles odszedł od matki, która musiała samotnie wychowywać dwóch synów - Charlesa i Sydney'a. Nie udało się jej zarobić, więc odebrano jej dzieci i ulokowano w domu dziecka. Co prawda, ojciec przyjął ich potem do siebie, ale źle im się żyło z macochą...

Od 1894 r. Charlie występował na scenie, a potem w filmie. Z czasem wyjechał do USA (1912), gdzie zauważył go Mack Sennett (Dan Ayckroyd). Tak zaczęła się kariera Charlie'go (Robert Downey Jr.), który
przypadkiem stworzył w garderobie swój legendarny strój. W 1919 r., założył z Mary Pickford, Douglasem Fairbanksem i D. W. Griffithem studio United Artists. Wszystko nabrało większego tempa. Widzimy w filmie prace nad najsławniejszymi obrazami Chaplina, np. "Gorączką złota", a także jego cztery małżeństwa, z których trzy zakończyły się rozwodami - Mildred Harris, Lita Grey, Paulette Goddard, Oona O'Neill (do jego śmierci w 1977). Nawet, perypetie rozwodowe pokazano w pewien prześmiewczy sposób.
Jest też dramat - nieudane dzieciństwo, śmierć znajomych oraz oskarżenie przez ówczesnego szefa FBI J. Edgara Hoovera (Kevin Dunn) o komunistyczne sympatie, z racji lewicowych poglądów Chaplina. Wtedy to znalazł się na czarnej liście Hollywood i musiał wyjechać z USA na wiele lat. My widzimy jego przyjazd na ceremonią rozdania Oscarów (R), kiedy w 1972 r. otrzymał honorową statuetkę. Oczywiście, miał obawy przed wyjazdem, co w filmie pokazano.

Całość rozpoczyna i kończy rozmowa z dziennikarzem George'm Haydenem (sir Anthony Hopkins) - jedyną postacią fikcyjną. Ciekawy zabieg, o czym napiszę poniżej.

Na planie filmu "Dyktator"
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/12/42/1242/336208.1.jpg)

Aktorsko film "Chaplin" okazuje się być ekstraklasą! Robert Downey Jr. jest Charlesem Chaplinem, a nie tylko go gra! Te ruchy twarzy, wspomnienia o inspiracji różnymi przedmiotami, styl chodzenia, sposób mówienia, nawet pod grubą warstwą charakteryzacji! Nominacja do Oscara (R), a szkoda, że nie statuetka. Wierzę, że kiedyś Robert Downey Jr. dostanie nagrodę Akademii, bo moim zdaniem to aktor niedoceniony.

Geraldine Chaplin, prywatnie córka Charlie'go Chaplina, zagrała własną babcię - Hannah Chaplin. Attenborough zrobił ciekawy zabieg, a dzięki temu biografia stała się dosłownie sprawą rodzinną - wg filmów dokumentujących powstawanie obrazu, Geraldine mówiła twórcom co trzeba poprawić. A kto wiedział najlepiej, jeśli nie ona?

Sir Anthony Hopkins jako dziennikarz George, przepytujący leciwego już Chaplina, to jedyna postać fikcyjna. Ciekawy zabieg reżysera - choć żaden George nie pytał Chaplina o jego życie, tu dziennikarz pełni rolę czytelnika wspomnień, które dostarcza się widzowi.

Robert Downey Jr. jako Charlie Chaplin i sir Anthony Hopkins jako George w Vevey
(źródło: http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcT11rOQJZ2ZRgqGJ0S8cV9_dY8-HRNXXrr_0flCJiSTIhN53SCx) 

Kevin Kline jako Douglas Fairbanks (znany aktor filmowy), Milla Jovovich jako Mildred Harris (jedna z żona Chaplina), Dan Ayckroyd jako Mack Sennett (producent i reżyser filmowy), a także David Duchovny w roli operatora kamery ... Diane Lane, James Woods, Nancy Travis i można tak wymieniać. Zebrano przyzwoitych aktorów, którzy odegrali swoje role wzorcowo, zbytnio nie odchodząc od rzeczywistości.


Robert Downey Jr. (z prawej) i Richard Attenborough (z lewej) - zdjęcie z planu
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/12/42/1242/336209.1.jpg)

Zdjęcia Svena Nykvista, wieloletniego współpracownika samego Ingmara Bergmana, zachwycają. Raz ma się do czynienia z ujęciami "na żywo", a czasem przechodzą w styl znany z filmów Chaplina. Moim zdaniem zabieg Nykvista to swoista podróż w czasie. Widać, że poświęcił wiele godzin na przestudiowanie technik filmowania z lat 20-tych i 30-tych XX w. Oczywiście, jest i oczko do widza - przyspieszenie nagrania jak w slipstikach!

Scenografia Stuarta Craiga, znanego ze wspaniałych dekoracji do "Człowieka słonia", "Gandhiego", "Misji", "Tajemniczego ogrodu" (Agnieszki Holland), czy ostatnio "Harry'ego Pottera", zachwyca. Londyn wygląda na XIX w., podobnież USA początku dwudziestego stulecia. Plany zdjęciowe prezentują się okazale. Dobra robota i zasłużona nominacja do Oscara (R).

Muzyka Johna Barry'ego również nadaje filmowi uroku. Tu przykładowy motyw: http://www.youtube.com/watch?v=pZxnpQyT6BM Doskonała ścieżka dźwiękowa, również z elementami, jakby rodem ze slapsticków w kinie niemym, kiedy pianista grał muzykę oddzielnie i na żywo. Kiedy smutna scena przychodzi, muzyka posępnieje, a gdy jest coś wesołego, następuje zmiana. Nominacja do Oscara (R) za muzykę.

Podsumowując, "Chaplin" to mało znana perełka Richarda Attenborough, dotycząca jednego z największych twórców w dziejach kina. Robert Downey Jr. wspiął się na szczyt aktorskich możliwości, grając w dramacie. Potem, powtórzy pełne wykorzystanie swojego talentu, dopiero w "Sherlocku Holmesie" a'la Guy Ritchie. Nie jest to jednak arcydzieło kina, co przyznam szczerze. Jedynie dobrze zrobiona biografia.
Z oddanym klimatem tamtych lat i w przepięknej formie. Jednak, zabrakło mi pewnej puenty, bądź jakiegoś trochę bardziej rozbudowanego podsumowania, ponieważ napisy końcowe, to za mało.

Mimo wszystko, moja ocena to: 8.9/10. 

(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/12/42/1242/6981225.3.jpg?l=1244601728000)

poniedziałek, 2 września 2013

"Coś"

Z angielskiej idyllicznej prowincji, przenosimy się do skutej lodem i mrocznej Antarktydy. Dziś będzie o filmie "Coś" (ang. "The Thing") w reżyserii Johna Carpentera. Scenariusz powstał w oparciu o nowelkę Johna W. Campbella pt. Who Goes There?

Kurt Russell jako MacReady
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/47/13/4713/424026.1.jpg)

Rok 1983, amerykańska baza badawcza na wiecznie zamrożonym lądzie. Pewnego dnia ekipa widzi Norwegów goniących za psem. Strzelając do zwierzaka, trafiają w jednego z Amerykanów, na co Jankesi nie pozostają dłużni. W strzelaninie giną Norwegowie. Nieświadomi niczego obywatele USA przygarniają psa, jednocześnie odkrywając zniszczoną bazę Skandynawów. Czworonóg okazuje się być skażonym przez tytułowe Coś ... kosmita, którego odkryli Norwegowie infekuje Amerykanów, z których dwóch pozostaje przy życiu - MacReady (Kurt Russell) i Childs (Keith David). Otwarte zakończenie filmu nie daje odpowiedzi czy wszyscy przeżyli, ani czy Coś jakoś przetrwało, w oczekiwaniu na kolejnych badaczy.

Ekipa w poszukiwaniu Cosia
(źrodło: http://1.fwcdn.pl/ph/47/13/4713/424027.1.jpg)

Tyle o fabule. Prostej, ale też łatwej do zdradzenia, czego starałem się uniknąć. Aktorsko jest w porządku - Kurt Russell w roli głównej porywa swoją grą. Widać desperację, strach, ale też chęć walki i działanie w tymże kierunku. Scena z piszczącą krwią - przeraża! Keith David, znany później z "Atlasu chmur", tu prezentował się przeciętnie, choć jako czarnoskóry aktor przeżył cały film. W horrorach rzadko się zdarzało.

Co się za chwilę stanie ... ?
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/47/13/4713/424044.1.jpg)

Zdjęcia Deana Cundey'a ("Park Jurajski", "Apollo 13", "Powrót do przyszłości") zaliczam na plus. Te widoki Kanady "grającej" Antarktydę, ruchy kamery we wnętrzach, czy oświetlenie postaci - bardzo dobra robota.

Childs (Keith David)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/47/13/4713/424046.1.jpg)

Muzyka Ennio Morricone - doskonała i przerażająca! Pokazuje, iż jest prawdziwym mistrzem wśród kompozytorów, skoro potrafi napisać ścieżkę dźwiękową do każdego gatunku filmowego (tu do posłuchania: http://www.youtube.com/watch?v=meU2gAU7Xss). Za co była nominacja do Złotej Maliny (R) za najgorszą muzykę? Nie mam pojęcia...

Efekty specjalne - takie sobie. Efekty charakteryzatorskie spod ręki Roba Bottina ("Robocop", "Pamięć absolutna", "Nagi instynkt") - obrzydliwe, nienaturalnie brutalne, ale świetnie wykonane! Bottin miał swój styl, taki naturalizm przegięty do nierealnej postaci, ale przerażający widza. O to też tu chodziło.

Coś w swej okazałości
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/47/13/4713/424040.1.jpg)

Choć nie jest to horror najwyższych lotów, a tym bardziej arcydzieło science fiction, "Coś" zapisało się na stałe w swoim gatunku. Bottin tworzący dla kultowego Johna Carpentera, a do tego Kurt Russell za najlepszych lat i muzyka Ennio Morricone, powinny zachęcić osoby, który nie widziały jeszcze "Cosia", do jego obejrzenia. UWAGA: są tam bardzo drastyczne sceny, np. brzuch, który zjada ręce lekarza, więc odradzałbym oglądanie go przez ludzi o słabych nerwach. Mimo wszystko to klasyka horroru sf.

Moja ocena: 7/10. 


(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/47/13/4713/7535946.3.jpg?l=1365110275000)