sobota, 14 września 2013

"Equilibrium"

Z Wielkiej Brytanii przenosimy się do Niemiec. Tutaj nakręcono mało znany, acz bardzo ciekawy film pt. "Equilibrium". Wyreżyserował go niemiecki twórca Kurt Wimmer, raczej twórca kina akcji ("Ultraviolet" z Millą Jovovich i scenariusz do sensacyjnego "Salt" Phila Noyce'a). Może od początku ...

Christian Bale jako kleryk John Preston
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/23/75/32375/215061.1.jpg) 

Po III wojnie światowej ludzkość postanowiła wyeliminować przemoc ze swojej egzystencji. Ale postawy pełne przemocy miały gdzieś swoje źródło. Były nim uczucia. W wielkim i totalitarnym państwie na wzór z "Roku 1984" George'a Orwella, rządzący wynaleźli narkotyk - prozium, który niszczył w człowieku uczucia. Poza zdolnością do odczuwania, postanowiono zniszczyć także przedmioty jej wywołujące - a więc książki, dzieła sztuki. Za odczuwanie groziła kara śmierci, a osób, które nie brały prozium poszukiwali klerycy Tetragrammatonu, mając do dyspozycji także czyścicieli - specjalne oddziały policji. Państwem rządził Ojciec (Sean Pertwee), który był wszędzie (jak Wielki Brat u Orwella). Jednym z kleryków był John Preston (Christian Bale), odnoszący największe sukcesy ze wszystkich. Okazał się bezlitosny - nie zrobił nic, kiedy czyściciele zabrali jego żonę na kremację za odczuwanie, ani, gdy musiał zabić innego kleryka  - Errola Patridge'a (Sean Bean). Pewnego dnia, zapomniał jednak wziąc prozium. Zaczął odczuwać ...

Christian Bale i Emily Watson
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/23/75/32375/215062.1.jpg) 

Zobaczył, że Partridge miał rację, a na dodatek zakochał się z wzajemnością w jego dziewczynie - Mary O'Brian (Emily Watson). Kleryk Brandt, nowy partner Prestona, ambitny człowiek, zaczął podejrzewać kolegę o odczuwanie. Rozpoczęła się gra Prestona- wciąż działał, ale postanowił skontaktować się z ruchem oporu, któremu przewodził Jurgen (William Fichtner). Ludzie z podziemia chcą zabić Ojca oraz obalić totalitarne rządy. Preston przystaje do nich, a tym bardziej, że pojawi się szansa na spotkanie z samym Ojcem i jego zastępcą konsulem Dupontem (Angus MacFadyen) ... idealna okazja na realizację planu. 

kleryk Preston i czyściciele
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/23/75/32375/215071.1.jpg) 

Tyle o treści. Bardzo ciekawa historia, ale ... no właśnie. Aktorsko jest bardzo dobrze. Christian Bale to niekwestionowa gwiazda. Ponoć po tym filmie zaproponowano mu rolę Batmana w trylogii Christophera Nolana. Z drugiej strony, Bale (Walijczyk z pochodzenia) od "Equilibrium" rozpoczął tendencję zwyżkową, która doprowadziła go do Oscara (R). Walijczyk pokazał swoje umiejętności w sztukach walki, ale też w scenach dramatycznych - odczuwanie żalu. 
Taye Diggs, to druga ważna postać. Ambitny, wścibski, ale też dążący do celu. Trzecioplanowy aktor z "Chicago" (2002) jako lider zespołu, dostał pierwszą w życiu rolę główną. Potem jakoś każdy zapomniał o nim. Szkoda takiego talentu. 

Taye Diggs 
(źródło: http://www.feoamante.com/Movies/E/Equil_ibrium/Equilibrium03.jpg) 

Emily Watson ("Gosford Park", "Gnijąca panna młoda")- przerażona przez większość czasu, ale też wściekła o śmierć ukochanego, czy kochająca Prestona. Moim zdaniem średnia rola. Zabrakło mi silnej postaci kobiecej.

William Fichtner jako lider ruchu oporu - idealna postać dla gwiazdora drugoplanowego ("Gorączka", "Mroczny rycerz", "Gniew oceanu"). Cwany, ale też i bezbronny w starciach z klerykami. Niemal jak prawdziwy przywódca podziemia, z góry skazanego na porażkę. 
Angus MacFadyen ("Braveheart", serial "Californication") w roli Konsula Duponta to również strzał w dziesiątkę. Człowiek niebezpieczny, ale jak się okazuje działający wbrew prawu, które sam tworzy - nie zażywa prozium, a na dodatek sam rządzi państwem, zamiast Ojca. Gdy trzeba, umie skorzystać samemu z broni palnej, jak i białej. Na coś przydały się treningi z mieczem na planie "Bravehearta". 

Angus MacFadyen
(źródło: http://img35.echo.cx/img35/5553/jefe4fv.jpg) 

Sean Bean - ginie, jak zawsze. Pojawia się na 20, może 25 min + 2-3 min jako zwłoki w kostnicy. Odczuwający kleryk, przez którego śmierć Preston zapomina wziąć prozium. Sean, jak zawsze gra na swoim wysokim poziomie i jego postać ginie. Szkoda.

Sean Bean i Christian Bale
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/23/75/32375/215057.1.jpg) 

W tle pojawił się jeszcze David Hemmings (jako wprowadzający na audiencję u Ojca) - gwiazda "Powiększenia" Antonioniego, który zagrał jeszcze w "Gladiatorze" sir Ridley'a Scotta oraz "Lidze Niezwykłch Dżentelmenów". 

Technicznie jest średnio. Widać niski budżet produkcji. Efekty komputerowe rażą swoją sztucznością. Choreografia scen walki jest lepsza niż w "Matrixie". Christian Bale skacze, strzela, walczy na miecz. Sam pokonuje wielu przeciwników. Zdjęcia Dion Beebe'a ("Chicago", "Zakładnik") są dopasowane do scen walki - kamera podąża za klerykiem. W czasie strzelanin zmieniają się ujęcia, ale głównych postaci nie traci się z oka. 
Scenografia Wolfa Kroegera ("Trzynasty wojownik", "Wróg u bram") wykonana jest przyzwoicie. Ile w tym zasługi projektanta, a ile Niemiec? Berlin przeraża swoją surowością i estetyką - tu służył, obok Babelsbergu (słynne miasto w Brandenburgii, gdzie kręci się ruiny) za tło. Gdy będę pisał recenzję "Walkirii", to rozpiszę się tam bardziej szczegółowo. Berlin, idealnie nadawał się do scen w plenerze - te wielkie place, wokół których jest tyle szarości. Aż ciarki przechodziły po plecach ...

Muzyka Klausa Badelta ("Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły", "Wehikuł czasu", "16 przecznic") jest niesamowicie piękna. Nie sądziłem, iż Niemiec, jeden z uczniów samego Hansa Zimmera sobie poradzi, a tu miła niespodzianka. Motywy z jednej strony dołują i przerażają, ale z drugiej strony, zachwycają swoim pięknem, zwłaszcza kwestie śpiewane przez chór (https://www.youtube.com/watch?v=xjHQrilyNWI). 


Podsumowując, "Equilibrium" to oszczędnie wykonany doskonały thriller sf/akcja z przesłaniem rodem z Orwella. Dobrzy aktorzy, widoki Berlina, a przede wszystkim scenariusz. Totalitarny kraj, który kontroluje wszystkich, ale sam tworzy fikcję w tymże celu. Ale są osoby pragnące obalić nieprawdziwy świat. I to jest w tym filmie najważniejsze - walki, choć widowiskowe, to jedynie forma dla treści. 

Moja ocena: 8.9/10.

(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/23/75/32375/7206354.3.jpg?l=1354333728000)

"Trainspotting"

Dziś będzie o filmie Danny'ego Boyle'a pt. "Trainspotting". Jest to ekranizacja książki pod tym samym tytułem, napisanej przez Irvine'a Welsha, a zekranizowana w 1996 r. Oba dzieła dotyczą grupki edynburskich narkomanów. Nie jest to więc film dla dzieci i osób wrażliwych - sceny brania narkotyków, czy objawy po ich zażyciu. 


Chłopaki z paczki narkomanów z Edynburga
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/89/989/185282.1.jpg)

"Trainspotting" zaczyna się od sceny pościgu - Mark Renton (Ewan McGregor) i Daniel Murphy (Ewen Bremner) uciekają po kradzieży, gdzieś w Edynburgu (stolica Szkocji). I wtedy poznajemy opowieść Rentona. Było ich czterech - Mark "Rent-boy" Renton, Daniel "Spud" Murphy, Simon David "Sick Boy" Williamson (Jonny Lee Miller), Tommy MacKenzie (Kevin McKidd) oraz Francis (Franco) Begbie (Robert Carlyle). Każdy brał mocne narkotyki. Rzeczona pogoń z początku filmu, kończy się źle - Renton i Daniel wpadają. Na mocy wyroku "Spud" idzie do więzienia, a Renton na odwyk. 

Renton na odwyku z rodzicami - widoczny pan Renton (James Cosmo)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/89/989/412369.1.jpg)

Z czasem, rodzice Rentona (ojca grał James Cosmo - ser Jorah Mormont z "Gry o tron") wysyłają go do Londynu. W stolicy Wielkiej Brytanii Renton odcina się od kolegów z Edynburga, choć tęskni za nim Diane (Kelly MacDonald), młoda uczennica z Edynburga. Po drodze umiera Tommy, a kumple wpadają do Londynu z ciemnymi interesami. Sytuacja zaczyna się odwracać, ale Renton nie poddaje się ...

Straszny film. Ciemni kolesie, branie narkotyków - sceny upojenia były konsultowane z prawdziwymi narkomanani, stąd po zażyciu jednego narkotyku, widać jak bohater zapada się w podłodze. Iluzje z odwyku - coś nieprzyjemnego. Ale nie jest to zachęcenie, a raczej pokazanie, że narkomania to "ślepe tory" ("train" - pociąg, "spot" - dostrzegać, ale też spotykać, co może oznaczać koniec - dotarcie do punktu, gdzie się go zobaczy). A wizje co się dzieje w głowie, miały młodzież zniechęcać. Z drugiej strony spojrzenie na młodych bez perspektyw w Edynburgu połowy lat 90-tych XX w. - przypomina mi dzisiejszą Polskę. 
Londyn przedstawiono jako inny świat, wręcz przeciwieństwo Szkocji. Jest tam praca, radość, ale też wyobcowanie. Klip: https://www.youtube.com/watch?v=-tZNKN0gNyo pokazuje prawdziwy Londyn,z jakim się wiele razy spotykałem. Mimo swoich wad, to szansa. 

Renton (McGregor) i Diane (McDonald)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/89/989/185255.1.jpg)

Aktorstwo bardzo dobre. Ewan McGregor ("Gwiezdne wojny", "Autor widmo", "Moulin Rouge!", "Helikopter w ogniu") w pierwszej znaczącej roli. Narkoman, który po odwyku chce odejść. Nieodpowiedzialny człowiek, który po odstawieniu narkotyków zmienia się - dorasta, bo wie, że nałóg to ślepe tory. Ewem Bremner - wypada blado. Rober Carlyle już zaczyna swój złoty okres aktorski - rok później zagra główną rolę w słynnej komedii "Goło i wesoło" (ang. "The Full Monty"*, to dosłownie pójście na całość), a w '99 będzie to "Świat to za mało". Jako Begbie przerażał brutalnością i bezwględnością. Debiutująca Kelly McDonald ("Gosford Park", "Marzyciel", "To nie jest kraj dla starych ludzi") idealnie pasuje do roli słodkiej, acz zbereźnej uczennicy. James Cosmo trzyma swój poziom. 

Francis Begbie (Robert Carlyle)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/89/989/185256.1.jpg)

Technicznie nie jest źle. Zdjęcia Briana Tufano ("Billy Elliot") idealnie pokazują znany mi dobrze Londyn, zwłaszcza przytoczoną w klipie powyżej scenę (Renton moves to London). Jest on wielki, miejscami szary, a w wielu też lokacjach kolorowy. Jednakże przyciągający, wszystkich. Edynburg i ogólnie ujęcia Szkocji - bardzo zapadają w pamięć, choć nie tak jak w "Skyfallu", czy "Nieśmiertelnym". 

Edynburg na "występach" w Londynie - nawiązanie do słynnego zdjęcia Beatlesów na Abbey Road
(źródło: http://www.gonemovies.com/WWW/XsFilms/SnelPlaatjes/Trainspotting11London.jpg)

Muzyka - w dużej mierze cudze kompozycje. Przeróżne hity, np. Lou Reed - "Perfect Day", Ice MC - "Think about the Way", Iggy Pop - "Lust for Life" (tu cała lista: http://www.imdb.com/title/tt0117951/soundtrack). Genialnie komponują się ze scenami z filmu!

Twórcy filmu na "ślepym torze" w Szkocji - pierwszy od prawej Danny Boyle (reżyser)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/89/989/412374.1.jpg)

Podsumowując, "Trainspotting" to dzieło niepokorne. Dotyka mało popularnego wątku narkomanów, a poprzez swój realizm potępia ten nałóg. Pokazuje go jako "ślepy tor", który prowadzi do złego. Poza fermentem artystycznym, dodajmy świetne aktorstwo, Edynburg i Londyn połowy lat 90-tych XX w. oraz przeróżne hity "z epoki". Wyjdzie film ponadczasowy, który Danny'emu Boyle'owi, otworzył drogę do wielkiej kariery, której zwieńczeniem był słynny "Slumdog: Milioner z ulicy"- 8 nagród Akademii, w tym dla samego Boyle'a. Warto znać "Trainspotting", gdyż jest ciekawym głosem w dyskusji nad narkomanią. Dodatkowo była nominacja do Oscara (R) za najlepszy scenariusz adaptowany. 

Moja ocena: 9.9/10!


(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/09/89/989/7262129.3.jpg?l=1245378148000)

piątek, 13 września 2013

"Samotność w sieci"

Dziś będzie też nudnawo. Otóż, obejrzałem film pt. "Samotność w sieci" wyreżyserowany przez Witolda Adamka, a oparty na podstawie powieści Janusza L. Wiśniewskiego. Strasznie mnie ten obraz z 2006 r. wynudził, choć trwał 2 godziny. 

Ewa (Magdalena Cielecka) pracuje w agencji - być może artystycznej. Mieszka w Warszawie z mężem - Markiem (Szymon Bobrowski). Ma przyjaciółkę (Kinga Preis), ale czuje się samotna. Jej mąż nie chce mieć dzieci, życie małżeńskie też nie układa się idealnie. Męczy ją rutyna.

Magdalena Cielecka jako Ewa
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/52/02/195202/420483_1.1.jpg)

Widząc na Allegro aukcję pewnego obrazu, zwraca uwagę na sprzedającego - "eljota". Wysyła do niego e-maila z chęcią anonimowego zwierzenia się ze swoich problemów obcej osobie. "Eljot" to Jakub L. Wysocki (Andrzej Chyra) - polski genetyk na stałe mieszkający w Monachium. Zaczyna się romans przez Internet.

Andrzej Chyra jako Jakub
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/52/02/195202/420502_1.1.jpg)

Ona w Warszawie, on jeździ po świecie - Berlin, Paryż, Nowy Orlean. Ostatecznie, spotykają się w stolicy Francji. Coś się zaczyna, ale szybko gaśnie, zwłaszcza po wypadku Ewy i Marka, gdy ten ostatni odbierał ją z Lotniska Chopina, po przylocie z Paryża właśnie. A na dodatek, okazuje się, że Ewa jest w ciąży. Co teraz zrobi?? Odpowiedź na końcu filmu w scenie, nakręconej w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. 

Ewa i Jakub na moście w Paryżu
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/52/02/195202/420484_1.1.jpg)

Cóż, ładnie wykonana wydmuszka. Ciekawe lokacje - Warszawa, raczej centrum i Lotnisko Chopina. Berlin - stacje kolejowe Lichtenberg i Zoologische Garten. Paryż - Wieża Eiffela, widok na Montmarte, a także Muzeum D'Orsay. Nowy Orlean to prawdziwy Nowy Orlean - wg ciekawostek z planu, ekipa "Samotności w sieci" była pierwszą, którą wpuszczono do miasta z zamiarem nakręcenia filmu fabularnego, zaraz po huraganie Katrina (2005). 

Aktorzy - Magdalena Cielecka, Andrzej Chyra, Szymon Bobrowski, Kinga Preis, a także Anna Dymna, Jan Englert i Paweł Kukiz - ciekawa obsada, ale nic z tego nie wynika. Sztuczna gra bez emocji. Jedynie ładnie ich pokazano od strony fizycznej. 

Zdjęcia Witolda Adamka są lepsze niż jego reżyseria. Widoki Paryża, Berlina, Warszawy i Nowego Orleanu, plus Monachium - ładne, jakby wzięte z pocztówek. Niestety, nic więcej. 

Muzyka Ketila Bjørnstada nie zapada w pamięć. Niby jakieś nowoczesne motywy, ale nic specjalnego. 

Podsumowując, "Samotność w sieci" to zwyczajna strata czasu. Historia miłosna jest naiwna, a nawet nierealna. Brak głębi psychologicznej, a raczej jej nieudana parodia. Zdjęcia kilku miast świata mogą się podobać, ale lepiej wpisać sobie w Google Grafika ich nazwy i obejrzeć dokładniej lokacje na Street View. Wyjdzie mniej, niż 2 godziny na oglądanie.
Wydmuszka z wysokim budżetem, z której nic nie wynika. Tylko dziwi mnie czemu powieść była taka popularna - może tam wszystko było lepiej opisane?

Moja ocena: 3/10.

 (źródło: http://1.fwcdn.pl/po/52/02/195202/7535934.3.jpg?l=1365109628000)

czwartek, 12 września 2013

"Czarna śmierć" (2010)

"Czarna śmierć" (ang. "Black Death"), to film produkcji brytyjsko-niemieckiej z 2010 r. Wyreżyserował go Christopher Smith (o którym znalazłem niewiele informacji, tak swoją drogą) - Brytyjczyk urodzony w Bristolu. Z jego dokonań w liczbie 6 albo 7, znany mi był z widzenia na półkach z filmami za 5 zł "Lęk" z Franką Potente w roli głównej. Mimo to, chciałem obejrzeć "Czarną śmierć", gdyż przybywając do Wielkiej Brytanii przed 3 laty, dostrzegałem wszędzie plakaty reklamujące wydanie DVD i Blu-Ray. Srogo się zawiodłem ...

 Od prawej - Ulric (Sean Bean) oraz Osmund (Eddie Redmayne) 
(źródło: http://www.heyuguys.co.uk/images/2010/04/Black-Death-Still-1.jpg)

Brat Osmund (Eddie Redmayne), zanim wstąpił do zakonu miał ukochaną - Averill (Kimberley Nixon). Na początku filmu widzimy pożegnanie kochanków, a potem dowiadujemy się, że dziewczyna zmarła. Otóż, w Anglii w 1349 r. szalała tytułowa "czarna śmierć", czyli dżuma. Przywieźli ją kupcy znad Morza Czarnego - do oblężonych miast Turcy wystrzeliwali katapultami zwłoki zarażonych ludzi, powodując epidemie. Uciekający Europejczycy, roznosili bakterie po różnych portach Europy. W ten sposób choroba dotarła do Anglii. Z drugiej strony, znajdowały się na terenie Europy pojedyncze, oddalone od wielkich miast osady, w których nie było zakażonych. Kościół oskarżał takich ludzi o paktowanie z diabłem, skoro omijała ich "kara boska". Dlatego opat Osmunda (David Warner) wysyła go do jednej z takich osad, ażeby wypędzić demony oraz przywieźć przed oblicze biskupa lokalnego nekromantę (z gr. - ożywiciel umarłych). Osmund do pomocy otrzymuje drużynę rycerzy, której przewodzi tajemniczy Ulric (Sean Bean). 

Ulric (Sean Bean) oraz Osmund (Eddie Redmayne) na czele drużyny rycerzy
(źródło: http://anythinghorror.files.wordpress.com/2011/03/black.jpg) 

Wyruszają więc z jakiegoś większego miasta w Anglii - być może Londynu, ażeby ukrócić pakt z diabłem. Po drodze staczają walkę z miejscowymi dzikusami z lasu oraz przypatrują się sądowi nad czarownicą, którą Ulric zabija, w celu oszczędzenia jej cierpień. 

Scena z czarownicą 
(źródło: http://filmykino.pl/uploaded/photos/8708/1366615721_6_full.jpg) 

W dalszej części podróży, dochodzi do walki w lesie z lokalnymi rzezimieszkami. Już wtedy ginie kilku rycerzy, z czego jeden przez lekkomyślność Osmunda. Z tego też powodu, towarzysze będą mieli do niego pretensje - jeden ze zmarłych był doskonałym łucznikiem.  

Scena walki w lesie
(źródło: http://www.andynyman.com/upload/photos/black_death_40793338.jpg)

Gdy docierają do celu podróży, zostają powitani w pokojowy sposób przez Langivę (Carice van Houten) oraz Hoba (Tim McInnerny). W wiosce mieszka też Averill, co ucieszyło Osmunda. Scena przywracania Averill do życia - Osmund uwierzył w moc Langivy. W pewnym momencie sytuacja zmienia się - chłopi zabijają kilku rycerzy, a pozostałych przy życiu biorą do niewoli. Okazuje się, że mieszkańcy wioski oddają cześć diabłu, a nekromancja to jedynie iluzja. Osmund zabił Averill, myśląc, że znów ożyje. Tajemnica braku dżumy okazuje się taka, jak wspomniałem wcześniej - nie pakt z diabłem, a oddalenie powoduje zero zachorowań. Do czasu - Ulric umierając, przyznaje się do dżumy, co widać po jego ciele. Korzystając z okazji, rycerze z Osmundem, dokonują rzezi, ale Langiva im ucieka. Nie chcąc zawieść, jako nekromantę biorą Hoba, którego wcześniej uśmiercili. Od tej pory, Osmund żądny zemsty rozpoczyna inkwizycję ...

Carice van Houten jako Langiva
(źródło: http://vareverta.files.wordpress.com/2013/02/black-death-movie-new-images-1.jpg)

Tyle o treści. Wydaje się ciekawa, lecz nic bardziej mylnego. Poza wstępem do filmu, sceną walki w lesie, a potem pacyfikacją wioski nie dzieje się nic. Obraz ciągnie się, powodując znużenie u widza. Nawet jego brutalność nie rekompensuje braków w scenariuszu. 

Zakochani - Osmund i Averill
(źródło: http://i833.photobucket.com/albums/zz259/franzandfilms/Films/BlackDeath.jpg)

Aktorzy - Eddie Redmayne ("Elizabeth: Złoty wiek", "Mój tydzień z Marylin"), Sean Bean ("Władca Pierścieni", "Gra o tron"), Carice van Houten ("Gra o tron", "Czarna księga", "Walkiria"), czy Tim McInnerny ("Czarna żmija", "Notting Hill", "Eryk Wiking", "Johnny English reaktywacja") nie wchodzą na swoje wyżyny. Moim zdaniem zwykła chałtura, ale to nie było blockbuster i nawet się nie zwrócił. Sam nie wiem czemu się zgodzili na grę w tym "czymś". Może z nudów. Szkoda takiej obsady. 

Tim McInnerny jako Hob
(źródło: http://img214.imageshack.us/img214/6858/91978825.png)

Technicznie też jest słabo. O ile miasto w miarę wygląda, o tyle w lasach Niemec wschodnich* niewiele było do wykonania, a wioska to zwykła tandeta (Niemiec Jens Löckmann  przygotował powyższe lokacje). Zdjęcia Sebastiana Edschmida (też Niemiec) nie zapadają w pamięć. Kamera w scenach walki nie nadąża za akcją. Gdzie tu niemiecka precyzja? 

Przykład tandetnego wykonania scenografii - przecież widać, że to pianka ...
(źródło: http://graphics8.nytimes.com/images/2011/03/11/travel/11roundup-black/11roundup-black-articleLarge.jpg)

Muzyka Christiana Hensona, który kiedyś tam komponował dla "Top Gear"**, nie zapadła mi wcale w pamięć. O ile melodie z kultowego programu BBC ma się w głowie, tu podobnie do aktorstwa, nic specjalnego. 

Sean Bean na pierwszym planie
(źródło: http://www.dreadcentral.com/img/news/jul10/blackdeath1.jpg)

Podsumowująć, "Czarna śmierć" to film bardzo słaby. Pomysł był ciekawy - zagadka w czasie dżumy. Miał być horror, a wyszło niewiadomo co. Aktorzy rozczarowali, wykonanie zniechęciło. Scenariusz nadawał się do kosza. Poza walką w lesie, nakręconej zapewne pod Berlinem, nie warto było poświęcać czasu na oglądanie "Czarnej śmierci". Wymęczyła mnie przez te 2 godziny. Dobrego słowa nie napiszę. 

Moja ocena: 3.5/10. 

*Wg oficjalnych informacji film nakręcono w Górnej Saksonii, Brandenburgii oraz w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. 
**"Top Gear" to najsłynniejszy program motoryzacyjny świata, produkcji BBC. Nadawany od 2002 r., ma trzech prowadzących - Jeremy'ego Clarksona, Richarda Hammonda oraz Jamesa May'a. 

(źródło: http://www.heyuguys.co.uk/images/2010/06/Black-Death-Poster.jpg)

"Frankenstein" (1994)

Dziś wracamy do Europy. Podejmę się recenzji filmu pt. "Frankenstein" (ang. "Mary Shelley's Frankenstein") w reżyserii sir Kennetha Branagha, nakręconego w 1994 r. Jest to kolejna już ekranizacja powieści Mary Shelley, znanej autorki angielskiego romantyzmu. Dodam, że dobrej znajomej samego Lorda George'a Byrona, o którym nie trzeba się rozpisywać. 

Aidan Quinn jako kapitan Walden
(źródło: http://filmdope.com/Gallery/ActorsQ/14196-12277.jpg) 

Film, jak i powieść zaczynają się na Oceanie Arktycznym, gdzie na Biegun Północny chce dotrzeć kapitan Robert Walton (Aidan Quinn). W swoim uporze pcha całą załogę ku przepaści, a nawet pojawia się ryzyko buntu. Nikt nie chce płynąć w nieznane, do tego w surowej aurze. Gdy statek zostaje zatrzymany w lodzie, Walton musi zaczekać na ocieplenie. Pewnego dnia słychać nieludzki krzyk, a do łodzi zbliża się nieznajomy.  Victor Frankenstein (sir Kenneth Branagh), bo to o niego chodzi, ucieka przed monstrum. Walton zabiera go na pokład i umieszcza w swojej kajucie. Frankenstein wie, że jego koniec już się zbliża, więc decyduje się na opowieść o swoim życiu. W kapitanie Waltonie widzi tę samą pasję, którą miał kilka lat wcześniej, tworząc swojego "dzieło". Opowieścią, chce odradzić Waltonowi szaleńczą drogę ku zdobyciu Bieguna.  

Victor Frankenstein (sir Kenneth Branagh) w Arktyce
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/416863.1.jpg)

Nagle scena przenosi się do Szwajcarii. Victor Frankenstein mieszka w Genewie, wraz z całą swoją rodziną - matką, ojcem (sir Ian Holm) oraz kuzynką Elizabeth (Helena Bonham-Carter), w której się zakochuje z wzajemnością. Poza nimi, mieszkają tam także Justine (Trevyn McDowell) - opiekunka małoletnich braci Victora oraz przyjaciel głównego bohatera - Henry Clerval (Tom Hulce - znany z "Amadeusza" M. Formana, gdzie wcielił się w rolę W.A. Mozarta). Gdy matka Victora umiera, rodząc bliźniaki, wszystko się zmienia. Bohater postanawia zająć się nauką - robi różnego rodzaju eksperymenty, a nawet zagląda do klasyków starożytności, których twierdzenia obalono jeszcze w średniowieczu.

Victor Frankenstein w swej pasji tworzenia
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/416851.1.jpg) 

Zadowolony z siebie, wyrusza na studia do Ingolstadt w Bawarii. Tu zaczyna się rozprawa z oświeceniowym dogmatem o wielkiej sile rozumu. Starzy profesorowie, kłócą się z Victorem. Widzą świat racjonalnie, a Frankenstein przedstawia podejście romantyczne. Wierzy w metafizykę, a pod wpływem prof. Waldmana (John Cleese!), postanawia zająć się stworzeniem życia. Kompleks Boga, a raczej spojrzenie romantyków na kwestię twórcy i jego dzieła. Waldman przedstawia Victorowi pewną teorię ze starożytnych Chin, odnośnie punktów życia w ciele żywej istoty. Nawet dawny przyjaciel Henry, obawia się o Victora ...

John Cleese jako prof. Waldman - bodajże jedyna rola dramatyczna w karierze ex-Pythona
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/314142.1.jpg)

Pewnego dnia bezdomny zabija prof. Waldmana. Victor, który zbierał już "materiał" na ożywienie materii martwej, (de facto ożywił żabę), odnajduje idealny składnik - mózg profesora. Rozpoczyna się tworzenie, które przyniesie tylko śmierć i pożogę ... Victor tworzy Potwora (Robert De Niro), ale przerażony traci rozeznanie rzeczywistości i kładzie się spać. Rano nie ma Potwora ... uznaje, że to był sen.

Robert De Niro jako Potwór
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/314150.1.jpg)

Po jakimś czasie, postanawia wrócić do Genewy - słyszy o zabiciu swojego brata Wilhelma. O zabójstwo oskarżono biedną Justine - tłum porywa ją z więzienia i wiesza. Rozpoczyna się dramat, bo o to Potwór daje o sobie znać. To on zabił Wilhelma oraz wrobił Justine. Victor odnajduje bestię w Alpach. W wyniku wysłuchanej opowieści, okazuje się, że Potwór uciekł z Ingolstadt, a potem trafił do domu pewnego Niemca - Felixa (Mark Hadfield). Otoż, Niemiec mieszkał tam z ojcem (Richard Briers) oraz siostrą Marie (Joanna Roth). Żyli ubogo, a Potwór po nocach pomagał im - rąbał drewno, orał pole, ale za dnia ukrywał się. Tam też przypomniał sobie ludzką mowę oraz umiejętność czytania. Ojciec, człowiek niewidomy pewnego dnia został odwiedzony przez Potwora - "oczami duszy" dostrzegł w nim pozytywną postać, ale Felix zobaczywszy monstrum przegonił je kijem. Od tego momentu Potwór stał się zły. Niszczył wszystko na swojej drodze. Aż w płaszczu, który zabrał z laboratorium Frankensteina, odnalazł dziennik swego stwórcy, na jego zgubę. Szedł do Genewy, gdzie trafił na Wilhelma ...

Helena Bonham-Carter jako Elizabeth
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/416870.1.jpg)


Biedna Justine
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/416857_1.1.jpg)

Victor z Potworem rozstali się, ale została złożona obietnica stworzenia "narzeczonej Frankensteina". Znów romantyzm wchodzi w grę - Potwór stał sie zły z powodu swojej samotności. Chciał mieć osobę ze swojego gatunku, która go pokocha. Victor nie wywiązał się z obietnicy.

Henry (Tom Hulce) i Elizabeth
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/416859.1.jpg)

Gdy wraz z Elizabeth pobrali się, Potwór ruszył za nimi, wcześniej zabijając ojca Victora oraz drugiego z jego braci. W noc poślubną zginęła Elizabeth. Victor postanowił wskrzesić ją, wykorzystując ciało Justine. Potwór zjawił się w domu Victora - straszliwa scena stworzenia i Elizabeth w monstrualnej aurze, która kochała Victora, ale też czuła się bliższa Potworowi, jako osoba tego samego gatunku .... postanowiła zabić się, paląć całą rezydencję.

Victor i Elizabeth po ślubie 
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/314130.1.jpg) 

Od tamtego momentu rozpoczął się pościg - Victor gonił Potwora, żeby go zabić, za wyrządzone sobie krzywdy. W ten sposób dochodzimy do początku filmu - Victor leży umierający w kabinie Waldena, a wszystkich przeraża krzyk Potwora, rozchodzący się po skutej lodem Arktyce. Zbliża się zło ...

Potwór (Robert De Niro)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/416874.1.jpg)

Uff, tyle o treści. Rozpisałem się troszkę, ale też o to mi chodziło. Idąc dalej, zacznę od różnic z powieścią. W książce Mary Shelley, Victor wyruszył z Henry'm w podróż do Anglii, Szkocji i Irlandii. Zielona Wyspa okazała się mało przyjazna - Potwór podążał za nimi, zabijając Henry'ego, o co oskarżono Victora. Po procesie i uniewinnieniu, wraz z ojcem wrócił do Genewy. W książce prof. Waldman nie zginął, a Justine powieszono po wyroku sądu. Elizabeth została zabita przez Potwora, a Victor jej nie wskrzesza. Poznajemu też historię Felixa i jego ojca - dawni arystokraci, wykorzystani przez Turka, stali się biedakami, a córka oszusta została żoną Felixa. Przyznam szczerze, że te kilka odstępstw wyszło filmowi na dobre.

Widzimy romantyczne ideały na początku - zabawa w Boga, ale z czasem dostrzegamy ich konsekwencje. Trzeba pamiętać, że sama Shelley inspirowała się twierdzeniami Darwina. Swoją powieścią chciała pokazać, że człowiek nie jest w stanie samemu tworzyć życia. A raczej, wziąć za swoje dzieła odpowiedzialności.
Przemianę przechodzą główni bohaterowie - Potwór staje się bardziej ludzki - powstał z martwej materii, ale samotność mu doskwiera. Chciał być dobry, ale go przegoniono. Smuci się swoją pojedynczą egzystencją. Frankenstein, idealista i stwórca, z ofiary staje się potworem. Chce dopaść swoje "dzieło" i je zabić. Kieruje nim nienawiść. A z drugiej strony przestrzega Waldena przed zbytnim szaleństwem przy dążeniu do celu. Trzeba wiedzieć, kiedy należy się wycofać, co Walden w pewnym momencie rozumie. Kiedy puszczają lody, rozkazuje zawrócić do Anglii.

sir Kenneth Branagh
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/314136.1.jpg)

Aktorsko jest bardzo dobrze. Sir Kenneth Branagh, choć bardzo narcystycznie, idealnie pasował do roli Victora Frankensteina. Od romantyka do potwora. Jego gra zachwyca, choć nie tak jak w ekranizacjach sztuk wieszcza ze Stratford-upon-Avon.

Dziadek (Richard Briers) i Potwór
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/314140.1.jpg)

Robert De Niro jako Potwór. Sam Branagh określił to celowym zabiegiem. Widząć De Niro, ludzie skupili się na nim, widząc jego pobudki, którymi się kierował. Zadając sobie pytanie: kto tu jest potworem?
Choć razi mnie trochę jego wyraz twarzy - nawet płacząc wyglądał jak wzięty żywcem z gangsterskiego filmu. Taką ma aparycję i styl, którego nawet doskonała charakteryzacja (swoją drogą nominacja do Oscara (R)) nie ukryje.

Helena Bonham-Carter jako słodka Elizabeth. Czuje się żal, wraz jej śmiercią. A potem, jako ożywiona budzi współczucie. Rola dramatyczna, acz trochę zwariowana. Idealna dla Bonham-Carter. Pamiętam, że w 2009 r., kilka miesięcy po obejrzeniu "Frankensteina" poszedłem do kina na "Harry Potter i Książę Pół Krwi". Tam wystąpiła w roli Beatrix Lastrange, ale dla mnie wciąż była Elizabeth.

Aidan Quinn, spotkał się z Robertem De Niro już drugi raz we wspólnym filmie. Wcześniej była to "Misja" Rolanda Joffe. Amerykanin, pochodzenia irlandzkiego (stąd imię Aidan) pasował do roli kapitana Waldena. Widać ten upór w dotarciu na Biegun, który wraz z opowieścią Frankensteina niknie. Dostrzega się przemianę, zwłaszcza po tragicznym końcu i decyzji o powrocie do Anglii.

sir Ian Holm jako baron Frankenstein
(źródło: http://filmdope.com/Gallery/ActorsH/8137-12277.jpg)

Sir Ian Holm jako baron Frankenstein, to klasa światowa. Dobry ojciec i pan ziemski. Dba o swoich domowników, a zwłaszcza o syna Victora. Podobną miłością darzy Elizabeth, swoją siostrzenicę i w pewnym momencie synową. Moim zdaniem wybór sir Iana do roli leciwego Bilbo Bagginsa był idealny.

John Cleese - jedyna rola dramatyczna w karierze! Trochę mnie raziło z początku powierzenie Cleesowi odegrania postaci prof. Waldmana, ale z każdą minutą było coraz lepiej. Mądry człowiek z autorytetem nie śmieszył, mimo aparycji ex-Pythona.

Tom Hulce, czyli tytułowy "Amadeusz" jakoś nie zapadł mi w pamięć. Miał ten charakterystyczny śmiech z dzieła Milosa Formana, ale wydał mi się jedynie tłem dla reszty aktorów. Szkoda!

Richard Briers wystąpił za krótko, żeby go ocenić. Pasował idealnie do roli zmęczonego życiem starca, który dostrzegł w Potworze człowieczństwo.

Technicznie film prezentuje się wyśmienicie! Zdjęcia Rogera Pratta ("Batman", "Troja", "12 Małp", "Harry Potter i Komnata Tajemnic", "Dorian Gray") spisał się doskonale. Wspaniałe ujęcia Szwajcarii, przedstawienie postaci, czy dynamiczne ujęcia kamery, zwłaszcza w scenach tworzenia, jeszcze bardziej pogłębiają ich odbiór - widz ma wrażenie, że podąża za całym procesem i mechanizmami w maszynie Frankensteina.

Arktyka
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/314141.1.jpg)

Tim Harvey, współpracownik sir Kennetha, również spisał się na medal. Scenografia laboratorium - pierwsza klasa! Jedynie nominacja do BAFTA (R).

Victor Frankenstein i "elementy" jego dzieła
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/10/30/1030/314146.1.jpg)

Charakteryzacja, wykonana przez Daniela Parkera, Paula Engelena, oraz Carol Hemming, zasługuje na najwyższe uznanie! Potwór przeraża i wygląda, jakby rzeczywiście powstał z fragmentów ciał kilku osób. Powinien być Oscar (R), a była tylko charakteryzacja.

Muzyka Patricka Doyle'a określona może być jednym słowem - przepiękna! Od samego początku filmu, słychać już muzyczną epopeję - http://www.youtube.com/watch?v=sdu05i8BRmE. Główny motyw, który mówi o wszystkim. Piękna muzyka z nocy poślubnej - http://www.youtube.com/watch?v=1PAua6v3w2s , która przypomina mi zachód Słońca nad Dunajem, który podziwiałem w Wiedniu, lata temu. A utwór ilustrujący tworzenie Potwora - http://www.youtube.com/watch?v=UjLyJt4YGx4 - bardzo złowrogi!
Ścieżka dźwiękowa to jedna z zalet filmu, która zawyża ocenę.

Podsumowując, sir Kenneth Branagh, triumfuje jako reżyser, aktor i producent filmu! Jego "Frankenstein" ze scenariuszem Franka Darabonta ("Skazani na Shawshank", "Zielona mila"), choć nie jest ekranizacją sztuki Szekspira, również zachwyca. Konflikt oświecenie-romantyzm, kompleks Boga, przemiana z ofiary w potwora (i na odwrót), ostrzeżenie przed zbyt szaleńczym dążeniem do celu - od strony treściowej warto się zapoznać. Nie jest to co prawda przełomowy film, ani bardzo filozoficzny, jednakże doceniam trud włożony w jego zrobienie. Strona technicza podoba się, a dodając muzykę i aktorstwo, można przymknąć oko na zmiany, w stosunku do powieści. Jeśli lubi się dobrze zrobione horrory z treścią, jak np. "Dracula" F.F. Coppoli, czy "Jeździec bez głowy" Tima Burtona, to "Frankenstein" sir Kennetha Branagha, to pozycja obowiązkowa!

Moja ocena: 9.9/10!

P.S. Mary Shelley miała tak ciekawe życie, że aż dziwi mnie, iż nikt nie zekranizował jej historii. Aha, zmarła w 1851 r. i pochowano ją na cmentarzu koło katedry w Bournemouth. Polecam odwiedzić tamto miasto, które zainspirowało kiedyś i samego J.R.R. Tolkiena.

(źródło: http://1.fwcdn.pl/po/10/30/1030/7168103.3.jpg?l=1264216941000)

poniedziałek, 9 września 2013

"Gniew oceanu"

Z Czech przenosimy się do USA, a dokładniej do Nowej Anglii (region na północnym-wschodzie kraju). Wolfgang Petersen ("Das Boot", "Niekończąca się opowieść", "Na linii ognia", "Troja") opowiada historię rybaków z kutra Andrea Gail, którzy wypłynęli na dalekie łowiska, żeby złowić rekordową liczbę ryb. Pech sprawił, że znaleźli się w centrum huraganu Grace, który nawiedził tamte wody w Halloween 1991 r. Film ten nosi tytuł "Gniew oceanu" (ang. "Perfect Storm") i powstał w 2000 r.

Słynne ujęcie z filmu "Gniew oceanu"
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/54/954/247945.1.jpg)

Kapitan Billy Tyne (George Clooney) ma słabe wyniki w połowach. Jego szef i właściciel Andrei Gail (w tej roli Michael Ironside) ledwo wychodzi na prostą. Krytykuje Tyne'a, mówiąc ciągle o Lindy Greenlaw (Mary Elizabeth Mastrantonio), która odnosi sukcesy jako kapitan kutra. Tyne nie wytrzymuje. Postanawia zaryzykować i udaje się do Flemish Cup, żeby wreszcie zadowolić szefa. Zbiera ekipę, w skład której wchodzą, m.in. Sully (William Fichtner), John C. Reilly (Murph) i Bobby Shatford (Mark Wahlberg).
Dziewczyna Bobby'ego (Diane Lane) miewa koszmary, że cała wyprawa źle się skończy. Jej ukochany mimo wszystko ryzykuje.

George Clooney 
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/54/954/247936.1.jpg)

Na samym początku połowy idą jak marzenie. Gdy nadchodzi huragan, zaczyna się walka o życie...

Początek sztormu
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/54/954/247931.1.jpg)

"Gniew oceanu" nie ma happy endu. Moim zdaniem to dobrze. Podobnie do "Das Boot", Petersen pokazał wielką siłę oceanu, którego się nie docenia. Co prawda główną rolę grają tutaj efekty wizualne i dźwiękowe (mój tata przeżył sztorm na morzu w skali 10 B, a uznał, że tak to nie wygląda), to kradną show.

Mary Elizabeth Mastrantonio
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/54/954/247938.1.jpg)

Aktorzy - George Clooney ("Syriana", "Good Night and Good Luck", serial "Ostry dyżur"), John C. Reilly ("Chicago", "Rzeź', "Gangi Nowego Jorku"), Mark Wahlberg ("Infiltracja", "Planeta Małp", "Włoska robota"), William Fichtner ("Gorączka", "Mroczny rycerz", "Equilibrium") pokazują upór w walce z żywiołem. Mimo widma śmierci, starają się przetrwać. Nawet, kłócą się na początku ze sobą, ale w chwili próby, chowają wojenny topór. W miasteczku czekają na nich rodziny - Diane Lane ("Cotton Club", "Pod Słońcem Toskanii") przewodzi obsadzie zamartwiających się bliskich. Widać ten strach o kochane osoby, a potem smutek z powodu ich straty. Za aktorów - plus. Wolfgang Petersen, mimo iż w Hollywood kręci raczej blockbustery, potrafi zebrać dobrą obsadę.

Mark Wahlberg i Diane Lane
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/54/954/247947.1.jpg)

Zdjęcia Johna Seale'a ("Wzgórze nadziei", "Rain Man", "Świadek", "Harry Potter i Kamień Filozoficzny") przypadają do gustu. Lubię patrzeć na morze, a na ocean zwłaszcza. Seale pokazuje doskonałe ujęcia zatoczek, otwartej wody, a w scenach dramatycznych, kamera podąża za bohaterami. Dobra robota!

Ujęcie z dramtycznej sceny
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/54/954/247933.1.jpg)

Muzykę Jamesa Hornera ("Braveheart", "Titanic", "Obcy 2") określiłbym słowem cudowna! Tutaj link do posłuchania motywu głównego - http://www.youtube.com/watch?v=fX8MTZxQRa4. Horner zgrał swoje motywy ze scenami - to jest wielka sztuka. Lubię czasem posłuchać sobie samej muzyki, gdyż warto.

Reżyser filmu - Wolfgang Petersen (urodzony w Niemczech)
(źródło: http://1.fwcdn.pl/ph/09/54/954/247957.1.jpg)

Podsumowując, Wolfgang Petersen w Hollywood to jedynie dobry rzemieślnik. Sprawne wykonanie, dobre aktorstwo, piękna muzyka, pewnego rodzaju przesłanie, że nie należy się poddawać i wierzyć do samego końca. Cóż, perfekcyjnie wykonane rzemiosło też może się podobać, a nawet trzeba takich twórców, ażeby wytwórnie filmowe zarabiały na siebie. Gdy mają pieniądze, mogą produkować i bardzo artystyczne obrazy.
Polecam obejrzeć sobie film "Gniew oceanu", żeby zobaczyć to, co opisałem powyżej. Jakoś mam sentyment to tego obrazu.

Moja ocena: 8.8/10. 

(Źródło: http://1.fwcdn.pl/po/09/54/954/7518080.3.jpg?l=1358825676000)